29 maja 2015

Nie jesteś przeklęty, do choinki!

Niektórzy być może uważali, że mój wpis o osobach poszukujących na wszystko zaklęć był trochę surowy. Obawiam się, że dzisiaj będzie jeszcze bardziej stanowczo. Obserwuję w dalszym ciągu co się dzieje w ogólnomagicznym półświatku egzoterycznym i ze zgrozą stwierdzam, że wśród osób roszczeniowo szukających zaklęć na każdą okazję jest specjalna podgrupa, najbardziej chyba wytrwała w szukaniu prostych rozwiązań niewymagającymi ścieżkami.
Przeklęci...

Przeklętych na takich otwartych forach czy innych towarzystwach można pęczkami rwać. Każdy szuka lekarstwa na niepowodzenia wywołane złym okiem, ociotowaniem, klątwą, urokiem, voodoo czy innym strasznym rytuałem. Ofiarami padają wszyscy, sami użytkownicy owych forów, ich partnerzy, rodzina i znajomi... Należy się strzec, bo nigdy nie wiadomo, kiedy klątwa dosięgnie i Ciebie, mój Czytelniku!
Opisana przeze mnie niedawno postawa takich roszczeniowych poszukiwaczy nie pozwala im oczywiście sprecyzować szczegółów. Dopytywanie się o nie zwykle nie przynosi skutków, bo zanim normalny człowiek spróbuje się dowiedzieć poza tym, że "ta baba w pracy jest wredna a mi wszystko idzie źle", już pojawi się kilku "specjalistów", którzy zapewnią ofiarę magicznej zbrodni, że wystarczy świeczka w odpowiednim kolorze lub klikną "na priv". Okazuje się, o czym się dowiedziałam niedawno, że część owych "specjalistów" zajmuje się właśnie głównie ściąganiem klątw. Bardzo często za odpowiednią opłatą.

Nie zrozumcie mnie źle, ja bardzo współczuję ludziom, którym się nie układa. Są chwile w życiu, kiedy sypie się dosłownie wszystko dookoła. Człowiek będący w takiej sytuacji zrobi przecież wszystko, żeby sobie pomóc. Zapewne jest skłonny zapłacić nawet niemałą kwotę. Nawet osobie obcej, podejrzanej, anonimowej i nie dającej żadnej gwarancji poprawy. Ja wiem, że nieszczęście może odebrać rozum, ale błagam o minimum logicznego myślenia. W końcu chodzi o to, żeby zwoją sytuację poprawić, a nie pogorszyć, a pomoc pseudoeksperta zwykle niewiele pomoże. Zwłaszcza, że nie jesteście przeklęci.

Do jasnej choinki, skąd się biorą takie pomysły? Żeby kogoś przekląć, nie tylko na kogoś marudzić i złorzeczyć, ale na prawdę, na serio przekląć, potrzeba dużo mocy, doświadczenia i trzeba wiedzieć, co się robi, nie wystarczy być "wredną babą z pracy". Oczywiście jest łatwiej wierzyć, że dosięgła nas klątwa, nie trzeba sobie wtedy zaprzątać głowy swoją winą w tym, co nas spotyka. Klątwa to świetny kozioł ofiarny, kiedy nie mamy odwagi przyznać się przed sobą, że jesteśmy odpowiedzialni za to, co nas spotyka. Tak, drodzy Przeklęci - sami jesteście sobie winni!

Nie szukajcie winy dookoła, nie obwiniajcie innych za swoje niepowodzenia! Może jesteście mało zaradni albo nierozważni i stąd was spotykają nieszczęścia? Gapy z Was, po prostu, nieuważne, dlatego wszystkie te małe wkurzające rzeczy spotykają właśnie Was.
Może jesteście zestresowani i nerwowi, nie potraficie się wyluzować i zrelaksować, stąd zepsuły się Wam relacje ze współpracownikami i bliskimi? Pewnie sama obgadałaś "wredną babę z pracy" a teraz sytuacja odbija się na tobie, albo kuzyn "zapomniał" o twoich urodzinach, bo nie pamiętałeś o jego święcie. Kiedy człowiek jest ciągle spięty trudno się na nikogo nie wydrzeć i nie popsuć domowej atmosfery.
Może sami próbowaliście kiedyś rzucić klątwę, albo zrobiliście coś wrednego? Każdy z nas sam może być "wredną babą z pracy" i nasze uczynki odbiją się na nas samych. Z pewnością nie zaszkodziłby rachunek sumienia i przemyślenie, czy aby na pewno wszystkich traktujesz tak, jak sam chciałbyś być traktowany. W końcu karma to... niemiła czasem jest.
A w końcu - może już był czas, żeby się trochę popsuło w życiu? W życiu nie może być zawsze pięknie. Spokój oznacza stagnację, tylko zmiany niosą rozwój. Może te zmiany, które Ciebie dotyczą, muszą zajść? Nie raz jeszcze przyjdzie Ci coś zburzyć, żeby na tych gruzach zbudować coś lepszego.

Klątwy oczywiście istnieją, ale nie uwierzę, że dotyczą chociaż jednego procenta osób, które szukają od nich uwolnienia. Więc, że sama zaklnę - do choinki! Przestań się wykręcać klątwą i weź odpowiedzialność za swoje czyny i swoje życie!
Zwłaszcza, że odpowiedzialność, poza ponoszeniem przykrych konsekwencji i znoszeniem nieprzyjemności, kiedy dzieje się źle, daje też skutek odwrotny - możesz sam sobie przypisać wszystkie zasługi, z czystym sumieniem smakować rozkoszy swojego niezależnego życia.
A kiedy cię znów dopadnie "klątwa" niepowodzeń - masz pełne prawo i obowiązek dążyć do poprawy samodzielnie.

Ilustracja pochodzi ze vitryny Eurovision Ireland

PS. Zapraszam do śledzenia Bloga Czarowniczego na Facebooku!

20 maja 2015

Ile wiccanin wie o Wicca

Ostatnio bardzo mile zaskoczyło mnie szalenie ciekawe pytanie zadane na jednym z forów. Choć stosunek do owego forum mam... no dość powiedzieć, że ambiwalentny, to sam temat był na tyle interesujący, że postanowiłam na zagadnienie odpisać na blogu. Mam nadzieję, że się nie pomyliłam, że uznacie ten temat za warty uwagi.

Pytanie brzmiało tak:
"... naszła mnie myśl, że tak naprawdę skoro jest to religia stosunkowo urozmaicona i niejednorodna (nie wolno zapominać o jej początkach w XX wieku), to ile tak naprawdę o Wicca wie Wicca? Ile sama religia jest w stanie o sobie nam opowiedzieć, i ile jest w stanie zdobyć wiedzy o Wicca sama czarownica? (...) Bo wiadomo - dogmatyka (jeśli można o takowej mówić) w Wicca jest tak różna jak różne są koweny. Zastanawia mnie więc fakt na ile da się zgłębić temat, czy się go w ogóle da zgłębić, bo wiadomo, że z grubsza chodzi o doświadczanie a nie o analizowanie/definiowanie, tego co Wicca niesie ze swoją praktyką. Dwa pytania - czy Wicca da się nasycić? Czy Wicca kiedyś się "kończy", czy da się ją zamknąć w jakiś ramach?"
Do tego, co ma "dogmatyka" do kowenów jeszcze dojdziemy, ale chciałabym, żebyśmy najpierw zmienili trochę płaszczyznę interpretacji i odeszli na chwilę od powtarzania, że Wicca jest religią. Mówienie o religii prawie wszystkim kojarzy się z wiarą, wyznaniem jakiegoś obrazu Bóstwa, co prowadzi do albo szukania dogmatów i odgórnie narzuconych interpretacji, albo wręcz przeciwnie - do mówienia, że wierzyć można jak się chce, bo ludzkiej wiary nic nie ogranicza.

Byłoby cudnie, jakbyśmy, choć na trochę, na potrzeby dzisiejszego wpisu, podeszli do Wicca jak do magicznego zakonu, do pewnego zestawu praktyk, do ortopraksji zamiast ortodoksji. Jak w każdym innym zakonie magicznym, w Wicca również jest pewien zestaw praktyk. Każdy wiccanin ma Księgę Cieni - tę podstawową książkę kucharską, z bazą podstawowych przepisów. Każdy wiccanin operuje podobnymi technikami bazowymi, zna podstawowe teksty, wiccański sposób na przyzywanie żywiołów, wiccański patent na zwołanie Bogów i wiccańskie misterium. Wszyscy na równi otrzymujemy możliwość nauki i korzystania z tych praktyk po inicjacji, więc wśród wiccan taką wiedzę i wprawę, jeśli praktykuje się w rytuałach regularnie i pod czujnym okiem swoich arcykapłanów, jest dość łatwo zdobyć. Dzięki temu można łatwo zorganizować rytuał na wiele osób, nawet na wiele kowenów, zaprosić innego wiccanina lub samemu być gościem. Wszyscy mamy te same podstawy i ten sam warsztat, każdy w rytuale się odnajdzie, bo każdy wie, co ma robić, kiedy i jak.

Inna sprawa, że, jak każdy inny magiczny zakon, Wicca zakłada doskonalenie się i transformację, dążenie do przebudzenia i oświecenia, magiczną podróż do mistrzostwa. W tym sensie - jak mające nas transformować i przekształcać rytuały na nas działają, dokąd uda nam się zajść - nigdy się nie dowiemy. Nie wiemy też dokąd zajdą nasi najbliżsi w Wicca - nasi arcykapłani, uczniowie, członkowie kowenu - i jak to działa na nich. Nie dowiemy się też nigdy dokładnie, ile jeszcze tej drogi pozostaje przed nami. Zmienia się też podejście do wiary. Jak już pisałam, w Wicca wiara wynika z praktyki rytualnej, a w każdym razie zdecydowanie bardziej wiara wynika z praktyki niż praktyka z wiary (jak jest np. w chrześcijaństwie). To sprawia, że w miarę praktyki nasza wiara, jej kształt (Kim są Bogowie? Jacy są Bogowie? Jak działa rytuał? Czym jest energia? Te i wiele innych pytań wiccanie zadają sobie wciąż i wciąż...) ulega zmianie, bo rytuały, energia, umysł grupowy, wpływają na nas. Największe znaczenie ma tutaj, oczywiście, misterium - spotkanie z Bogami może mocno wpłynąć na nasz sposób postrzegania ich mocy czy odczuwania ich obecności. Poza tym jesteśmy normalnymi ludźmi, którzy też wątpią, więc wypada od czasu do czasu podjąć refleksję nad tym, w co wierzę, co ja robię, i po kiego grzyba się w to wpakowałem...

Wrócę teraz do tego określenia "dogmat", którego, w przypadku Wicca, jednak wolę jak ognia unikać. Dogmat to coś, co Kościół "podaje do wierzenia", dogmaty wygłaszane są (nomen omen) ex cathedra, czyli że nie wolno z nimi dyskutować, należy je przyjąć bezkrytycznie. W Wicca swoje wierzenia wszyscy wynoszą z praktyki, więc nie ma w niej żadnych dogmatów. Wszystkie jej elementy wynikają jeden z drugiego, tworząc łańcuch przyczyn i skutków. Wynikają z praktyki. Z rytuałów. Wszystko ma swój logiczny ciąg, gdzie jedno do drugiego się odnosi, ma swoje miejsce i porządek. Oczywiście, podejście do wiary może się różnić między kowenami, jednak jeśli spotkacie kowen, który będzie Wam chciał coś "podać do wierzenia" i będzie mówił o dogmatach należy... no może nie wiać, ale podchodzić z ostrożnością i zweryfikować, dlaczego mówią tak a nie inaczej.

Wracając jeszcze do pierwszej części mojej wypowiedzi - pisałam w niej, że każdy z nas zna podstawy swojego rzemiosła. Podstawowe teksty i rdzeń praktyki. Natomiast warto pamiętać, że wiele kowenów wprowadza w te teksty modyfikacje. Po latach praktyki może się okazać, że jedno słowo zastąpiło inne, kilka wersów zostało dodanych, inne lepiej pasują do klimatu całego święta po przeniesieniu w inne miejsce. Często też się zdarza, że rytuały modyfikuje się "na raz", żeby spróbować innego podejścia, zweryfikować, jak będzie wyglądać praca w lekko zmienionym trybie albo też by zwyczajnie dopasować rytuał do liczby osób biorących w nim udział (staramy się zawsze zaangażować wszystkich uczestników). Tutaj również możliwości są niemal nieograniczone, więc na pewno trudno będzie wszystkie warianty chociażby obejrzeć.

Jeśli weźmiemy pod uwagę to wszystko, to można by powiedzieć, Wicca ma dwie ramy - ciasną i szeroką. W tej ciaśniejszej jest jej rdzeń, który każdy wiccanin nie tylko może sprawnie poznać, ale i powinien dobrze znać. Co do tych ram szerokich - ciągną się one jak bezkresny horyzont możliwości, który aż czeka na poznawanie, zgłębianie i wykorzystywanie, by samemu coraz lepiej się rozwijać.
I tak wiccanin wie o Wicca wszystko i zarazem nic, może ją więc wciąż odkrywać na nowo, kawałek po kawałku, a każda część jest fascynująca.


PS. Zachęcam do polubienia Bloga Czarowniczego na Facebooku!

18 maja 2015

Kartony z mlekiem

Przez długi czas siedziałam zamknięta w swoim bezpiecznym światku wiccańskich stron i forów, tłumacząc sobie książkę, organizując spotkania no i generalnie mając styczność z ludźmi, którzy wiedzą, o co w tym wszystkim biega. Postanowiłam więc wyjść trochę z mojego grajdołka i zaczęłam zerkać trochę na szersze grono osób, które "chcą się zajmować magią", nawet jeśli nie wszystkie z nich wiedzą, co to znaczy albo co z tego wynika.

Pierwsza, mniej liczna grupa w tym gronie to "specjaliści", o których pisał Verm. No ale wiadomo, że wśród początkujących zawsze się tacy znajdują, coby im świecić przykładem.
Druga, znacznie większa grupa, to ludzie szukający porad. Na wszystko.
Moją ulubioną częścią tej grupy jest ta o zaskakującej precyzji pytań. Tacy, którzy piszą, że "szukam nauczyciela", "polećcie dobre książki", wspominałam już chyba o koledze, który "szukał odpowiedzi na trudne pytania", a ostatnim moim hiciorem było "chętnie coś kupię - oferty na priv". No wybaczcie, ale jeśli nie napiszecie, o co Wam chodzi, to nikt Wam nie odpowie. Jeśli ktoś jednak odpowie, to możecie być pewni, że może to być jeden ze "specjalistów", albo ktoś, kto nie ma pojęcia, o czym mówi. Precyzujcie swoje pytania, bo "magia", tak jak "nauka" czy "sztuka" ma wiele gałęzi, a przecież kubistyczne malarstwo na płótnie a realistyczna rzeźba w kamieniu to dwie różne sprawy! Bez informacji o co tak na prawdę pytacie, udzielenie informacji staje się niemożliwe.

Inną podgrupę stanowią ludzie, którzy szukają zaklęć. Wszystkich zaklęć. Na miłość i na odegnanie uczuć, na pieniądze, na pracę, na poprawienie samooceny, na zmianę koloru włosów, na niewidzialność, na poprawę atmosfery a nawet klątw. Powiedzieć, że to roszczeniowe to mało. Powiedzieć, że bez sensu - też za mało. To jest, po prostu niebezpieczne, zwłaszcza jeśli taki wpis okraszony jest prośbą o zgłaszanie się "na priv".
Wiele takich próśb czy poszukiwanych zaklęć jako żywo kojarzy mi się z zaklęciami z pewnej niesławnej witryny internetowej, na której znajdowały się takie zaklęcia jak wspomaganie odchudzania ("Bogini, uczyń tę lodówkę niewidzialną dla mnie"), bądź na znalezienie miejsca parkingowego. Zawsze wspominam wtedy powiedzonko z jednego z dawnych forów - "nie otwiera się magią kartonu z mlekiem". Magia po prostu nie służy do wszystkiego, nie jest odpowiedzią na wszystko i nie da się nią wszystkiego załatwić. Jest naiwnym sądzić inaczej, jeszcze gorzej - dawać się wpędzać w maliny przez zgłaszających się na priv "specjalistów". Serio, chcecie przyjmować rady w sprawie pracy, miłości czy zdrowia od jakiegoś anonimowego obcego spotkanego przypadkowo na ulicy? To czemu robicie to w Internecie?

Nie twierdzę, że magii należy używać zawsze tylko w ostateczności, ale zawsze należy zwracać uwagę na wagę sytuacji, w której się znaleźliśmy. Nikt rozsądny nie pomyślałby nigdy o używaniu magii właśnie do otwierania kartonów z mlekiem - bo i po co? Szukać pracy - no jeśli potrzeba dodatkowej pomocy, to czemu nie? Magia ma nam służyć, ale trzeba się z nią obchodzić po prostu rozsądnie. Jak każde narzędzie używane w zły sposób - będzie działać na naszą niekorzyść. 
Tak jak, znajdywane przeze mnie w różnych zakamarkach sieci, zaklęcia na podniesienie samooceny, dodanie wiary w siebie, poprawienie humoru. Zwykle chodzi w nich o zapalenie świeczki w określonym kolorze, ale nawet jeśli - nie rób tego! Jeśli czujesz się źle, jesteś przybity, czujesz się słaba - nie rzucaj zaklęć, NIGDY. Jest wiele sposobów, które pomogą z samooceną czy wiarą we własne możliwości, ale magia w dużej mierze polega właśnie na korzystaniu ze swojej siły i pewności. Mag czy czarownica, słabi, pełni zwątpienia i przygnębieni, mogą łatwo zostać "pożarci" przez swoje zaklęcie. Pomijając fakt, że kiepsko się skupić w takich okolicznościach, często okazuje się, że nasza magia staje się silniejsza niż my, co może skończyć się nieszczęśliwie.

Magia jest narzędziem przydatnym, ale subtelnym i nie zniesie lekkomyślnego obchodzenia się z nią. Warto jej używać, kiedy sprzyjają temu okoliczności, ale zawsze zważ wcześniej plusy i minusy rzucenia zaklęcia w danej sytuacji. Tylko na litość boską - nie zdawaj się w tym na rady internetowych "specjalistów"!
Zadawaj mądre pytania, szukaj, eksploruj.
I dochodź do odpowiedzi samodzielnie.


PS. Oczywiście zapraszam też do polubienia Bloga Czarowniczego na Facebooku!

10 maja 2015

Dziewięć - czyli trzy po trzy

Pisałam na blogu o trójce już jakiś czas temu, czas w końcu ruszyć do przodu i przyjrzeć się kolejnej magicznej liczbie - czyli dziewiątce.
Wpis dedykuję Marzenie i Nefre.

Podobnie jak trójka, dziewiątka była znana od najdawniejszych czasów, chociaż nie zawsze budziła pozytywne skojarzenia. W Starożytnym Egipcie hieroglifem dziewięciu łuków oznaczano na przykład wrogów Egiptu, zaś w dalekiej Japonii słowo "dziewięć" brzmi bardzo podobnie do słowa "ból" lub "cierpienie" (kyu), więc dziewiątkę uważa się za liczbę przynoszącą pecha. Źle może się też skończyć spotkanie z kumiho - koreańskim lisim demonem o dziewięciu ogonach. Początkowo uważane po prostu za psotne stworzenia, z czasem zaczęto wierzyć w ich apetyt na ludzkie mięso. Miały polować na całe rodziny, bądź też wykopywać ludzkie serca z grobów.
Kumiho - wszystkie ilustracje we wpisie pochodzą z Wikimedia Commons
Bardzo duże znaczenie dziewiątka ma w kulturze Indii. Nazwą Navaratna - dziewięć klejnotów, określano grupę dziewięciu osobistości na dworze cesarza. Hinduscy astronomowie zakładali istnienie dziewięciu planet, a Navaratri - święto ku czci dziewięciu form Bogini Durgi trwa dziewięć dni. 
Co ciekawe, w Chinach dziewiątka budzi zupełnie inne skojarzenia niż w Japoniii czy Korei i uważa się ją za dobrą i przynoszącą szczęście. Słowo "dziewięć" brzmi dla nich tak samo, jak "długowieczny", pewnie stąd jest to liczba smoków. W przeciwieństwie do naszego wawelskiego potwora, chiński smok jest symbolem magii i mocy. Może występować w dziewięciu formach, opisuje się go dziewięcioma atrybutami, ma też dziewięciu synów. Smok był często symbolem cesarza, jego władzy i siły.
Wyłożona glazurą ściana w Datong, przedstawiająca dziewięć smoków, pochodzi z 1392 roku. To największy taki zabytek w Chinach.
Spójrzmy w końcu na Europę, bo tu również dziewiątka odgrywała ważną rolę. W Starożytnej Grecji na przykład dziewięć muz towarzyszyło orszakowi Apollina. Mawiano, że dziewięć dni i nocy należy wędrować, żeby sięgnąć do niebios. Tyle samo zaś miało trwać spadanie z nieba na ziemię i kolejne dziewięć - by z ziemi spaść aż do Tartatu. I co dla nas ważne - dziewięć dni trwać miały misteria eleuzyjskie ku czci Demeter, którą często przedstawiano z dziewięcioma kłosami. Niektórzy Grecy twierdzili zaś, że najdoskonalszym wiekiem, którego człowiek mógł dożyć, to 81 - dziewięć razy dziewięć.
Ważna dziewiątka była również dla Skandynawów. Na wielkim drzewie Yggdrasil znajdowało się 9 światów, zaś do samego drzewa by zdobyć wiedzę o runach, przybity był Odyn - aż na 9 dni i 9 nocy.
Przedstawienie kosmosu z mitów skandynawskich - ilustracja z połowy XIX wieku
Nową jakość dziewiątki zyskały w monoteizmach, gdzie dziewięć oznacza pełnię, duchowość czy doskonałość - ponieważ dziewięć to trzy razy trzy. W islamie, na przykład, sznur modlitewny ma 99 paciorków, zaś w Koranie zapisano 99 różnych imion Allaha. Natomiast mocno widać wagę dziewiątki w przypadku chrześcijaństwa. Wyróżnia się tu między innymi dziewięć chórów anielskich. Wiele bożych łask można uzyskać zmawiając trwającą dziewięć dni nowennę lub przyjmując komunię przez dziewięć kolejnych pierwszych piątków w miesiącu. Za to grzesznicy idący do piekła przechodzą przez 9 bram - kolejno trzy spiżowe, kamienne i żelazne (może to stąd pomysł Dantego, by piekło miało dziewięć kręgów).

Ciekawym zjawiskiem są też malowidła i rzeźby przedstawiające Dziewięciu Bohaterów. To trzy triady legendarnych i historycznych postawi, uosabiające ideał średniowiecznego rycerstwa. Każdy chłopak starający się zostać rycerzem musiał ich znać. Co ważne, wszyscy Bohaterowie byli rycerzami, nie zaś potomkami królewskich rodów. W triadzie chrześcijan idealnych rycerzy znaleźli się Karol Wielki, król Artur i Gotfryd z Bouillon. Trzema poganami byli Juliusz Cezar, Hektor i król Aleksander Macedoński. Triadę żydowską tworzyli zaś król Dawid, Jozue i Juda Machabeusz. Niezależnie od triad, Bohaterowie zawsze byli przedstawiani razem - sztukę obrazującą Dziewięciu Bohaterów można dziś znaleźć głównie w Europie Zachodniej, przede wszystkim na terenie Francji i Niemiec.

Czternastowieczne przedstawienie Dziewięciu Bohaterów w Sali Hanzeatyckiej w ratuszu w Kolonii
 W magii dziewiątka to kompletność i spotęgowanie. W swojej wymowie jest bardzo podobna do trójki, bo dziewiątka to właśnie przede wszystkim trzy razy trzy. Napędzające się koło akcji i reakcji - cokolwiek zrobisz, wróci do ciebie po trzykroć, a to co otrzymasz po trzykroć oddajesz znów dziewięć razy. Dziewiątą sefirą Drzewa Życia jest Jesod, co wiąże dziewiątkę także z Księżycem (przecież i kształtem przypomina przybierający sierp). Triady łączą się w triady osiągając pełnię. Koło cyfr się toczy i po 9 znów mamy 0 - cykl zaczyna się od początku. 
Na koniec wpisu - roślina o pięknej nazwie - dziewięćsił
PS. Nie przegapcie kolejnych wpisów - na bieżąco tylko na fanpage Czarowniczego Bloga!

3 maja 2015

Politycznie

Już za chwilę w naszym pięknym kraju będziemy wybierać prezydenta, co jest ważnym wydarzeniem w naszej, dość jeszcze młodej demokracji. Dodatkowo niedługo będą również wybory parlamentarne, do tego za sobą mamy wybory do Europarlamentu i struktur samorządowych - choć równie dobrze możemy powiedzieć, że niedługo będą kolejne. Przy takim kalendarzu wyborczym można by powiedzieć, że w kraju panuje ciągła kampania wyborcza i, nie oszukujmy się, w dużej mierze tak jest.

Ilość nowości i wiadomości politycznych w serwisach społecznościowych zaczęła mnie ostatnio trochę przytłaczać. Widzę, jak moi znajomi różnych wyznań i pochodzenia angażują się, podając dalej linki i wklejając obrazki. To tylko w necie, za to telewizji czy radia już nie sposób włączyć i uniknąć przedwyborczej gorączki. A ja sobie stoję z boku, cicho i spokojnie, i sobie obserwuję. Nie dlatego, że mnie to nie obchodzi - wręcz przeciwnie. Dlatego się nie wtrącam.

Nie wiem, czy wy też tak macie, ale ja nie policzę, ile razy wkurzałam się, kiedy (niejednokrotnie niepytani o zdanie) księża wypowiadali się dla mediów o tym czy innym pomyśle polityków.
No właśnie... 
Jakoś tak się złożyło, że od kiedy zaczęłam funkcjonować w Internecie, na forach, blogach, od tego momentu już wypowiadałam się z perspektywy osoby zainteresowanej pewną religią. Ba! Teraz, kojarzenie mnie z Wicca musi być wielokrotnie silniejsze, po tym jak stałam się arcykapłanką. 
Arcykapłani katoliccy wypowiadają się politycznie w Polsce często i chętnie, a ich stanowisko jest utożsamiane ze stanowiskiem całej wspólnoty. W zasadzie tak powinno być w religii o tak hierarchicznej strukturze, z drugiej strony chętnie przypisujemy grupie poglądy jednostki z tej grupy. Nawet, jeśli jednostka ta jest po prostu głośna, a jej opinie - niereprezentatywne, to łatwiej nam wtedy zaszufladkować całą grupę i żyć dalej w świecie, który jest uporządkowany.

Ja uznałam, że się politycznie zaszufladkować nie dam. Jestem kapłanką, i to głównie w tej roli ludzie mnie widzą, kiedy wypowiadam się publicznie, więc wara mnie od głośnych opinii na temat polityki! Nie chcę nikomu nic wskazywać, agitować, proponować ani stanowić wzoru dla ludzi, którzy mogliby wpaść na pomysł naśladowania mnie w politycznych poglądach. 
Doprowadziłam się tym samym do paradoksu, bo okazało się, że jeśli nie wypowiadasz się o polityce publicznie, musi to oznaczać, że jesteś apolityczny, że nic cię to nie obchodzi. To totalnie nieprawda! Interesuje mnie polityka, politycy, ich opinie, prawa, które wprowadzają i to, jak głosują. Mam bardzo silne poglądy w sprawach polityki w wielu jej aspektach. Jak ktoś jest już bardzo ciekaw, to zdradzę tylko, że żadna z obecnych na szerokiej scenie propozycji nie odpowiada mi do końca. Natomiast moja zachowawczość i to, że staram się nie rozmawiać o polityce inaczej, niż w domu po obiedzie, stworzyła, zdaje się, nawet wśród moich znajomych, iluzję tu-mi-wisizmu w tych sprawach.

Iluzja ta kompletnie nie oddaje rzeczywistości i musicie wiedzieć, że na polityce, podobnie jak na wielu innych rzeczach, o których nie rozmawiam głośno, bardzo mi zależy. 

Więcej Wam już nie podpowiem. Po prostu uważam, że sojusz tronu z pentagramem byłby tak samo zły, jak sojusz tronu z ołtarzem krzyża.
Dlatego bardzo proszę - idźcie na wybory, skreślcie odpowiedniego kandydata/kę w zgodzie i spokoju swojego sumienia.

Bądźcie zadowoleni i dumni ze swojego oddanego głosu!

Ilustracja pochodzi z serwisu NowaRuda24.pl
PS. Nie zapomnijcie zajrzeć na fanpage Bloga Czarowniczego!

28 kwietnia 2015

Pełną parą!

Nie planowałam, a i tak będzie - otwarty rytuał Beltane w Warszawie. Ludzie tak nalegali, że nie sposób było się oprzeć i nie przyłączyć się do takiej fali entuzjazmu. To oczywiście wiąże się z pewnymi dodatkowymi nakładami pracy... ale czego się nie robi dla przyjaciół?

I pomyśleć, że zaczęło się tak skromnie... Szczerze mówiąc (aż wstyd się przyznać), że na samym początku nawet ja nie wierzyłam w ten projekt. Bo naprawdę, nigdy bym nie pomyślała, że zaledwie po kilku miesiącach będziemy organizować rytuały przy ognisku, a na spotkaniach będzie pojawiać się nas tyle, że z trudem będziemy się mieścić przy knajpianym stoliku. Żartowaliśmy nawet ostatnio o wynajęciu klubu albo sali wykładowej, jeśli dalej będzie nas tak przybywać.

Prawdę mówiąc, kiedy zdecydowałam się zacząć organizację spotkań dla osób zainteresowanych Wicca w Warszawie byłam pełna entuzjazmu i zapału. Zniknęły one bardzo szybko, kiedy na pierwsze spotkanie... nie przyszedł nikt! Tylko zmarzłam czekając, aż ktoś się zjawi, na szczęście nie miałam daleko do domu i jakimś cudem obyło się bez przeziębienia. Chciałam sobie odpuścić i stwierdzić, że widocznie nie ma zainteresowania ani potrzeby takich spotkań. Na szczęście, dzięki wsparciu i namowom mojej kochanej Arcykapłanki, zdecydowałam się spróbować jeszcze raz.

Pierwsza WKDka odbyła się 14 maja zeszłego roku. Kto by pomyślał, że to było tak niedawno! Chociaż wydaje mi się, że większość z Was, stali bywalcy spotkań, nie będzie pamiętała tamtego wydarzenia. Na pierwszych spotkaniach pojawiały się jedna, góra dwie osoby... A potem nagle wszystko zmieniło się w lawinę! Sama się nie spodziewałam, że każdy comiesięczny odjazd WuKaDki będzie okazywał się sukcesem obfitującym w wiele humoru, interesujące dyskusje i możliwość stworzenia społeczności, która będzie mogła razem świętować sabaty.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że zbiór WKDkowiczów i WKDkowiczek nie jest i nigdy nie będzie zamknięty. Pojawiło się kilka osób, które na spotkania zawitały tylko raz, są osoby, które zjawiają się niemal za każdym razem i jest jeszcze, mam nadzieję, wiele osób, które do nas dołączą.
Wszystkim pięknie dziękuję, bo WKDki są tak odjazdowe tylko dzięki Wam.

PS. Żeby być na bieżąco z nowymi wpisami, polub fanpage Bloga Czarowniczego!

24 kwietnia 2015

Moc Trzech

No i udało się!
Witam kochanych Czytelników setnym wpisem na Czarowiczym Blogu!
Wielkie dzięki, że nadal mnie czytacie i wracacie tutaj, dziękuję za wszystkie "lajki", komentarze i uwagi, które dostaję od Was publicznie i prywatnie, przez Net i osobiście. A dziękować jest za co - przy setnym wpisie blog ma ponad 25 000 wejść, 200 fanów na Facebooku i blisko 200 komentarzy.

Poniższy wpis z przyjemnością dedykuję Wam, drodzy Czytelnicy!
Wszyscy zainteresowani współczesną magią i pogaństwem wiedzą, że trójka jest liczbą magiczną, ale już dużo mniej osób zadaje sobie pytanie, dlaczego tak jest. W jakiś sposób wiele z nas czuje, że trójka jest niezwykle ważna i potężna, wiedza o tym czai się gdzieś pod powierzchnią naszej skóry, przemawiając do naszego instynktu i wyobraźni. Nic dziwnego, bo historia trójek, triad i trójc sięga daleko wgłąb naszej historii.

Jeśli szukamy czegoś neolitycznego, co przetrwało do pogaństwa naszych czasów, z pewnością nie będzie to Wicca czy czarownictwo... ale triskel. Trójramienne spirale znajdowano na przedmiotach z wykopalisk datowanych na trzecie, a nawet i czwarte tysiąclecie p.n.e. Mimo że wzór ten jest kojarzony głównie z Celtami, sporo przedmiotów zdobionych nim odnaleziono w Grecji. Innym bardzo starym symbolem jest trykwetra, która, podobnie jak triskel, może symbolizować wiele trójc w jedności. Przez wiele wieków była związana z chrześcijaństwem jako symbol Świętej Trójcy, jej kształt miał przypominać trzy ryby. W ciągu ostatnich lat bardziej kojarzona jest ze współczesnym pogaństwem i magią, przez co (a może na skutek czego) często pojawia się w filmach, serialach i grach. Znany jest też oczywiście symbol "potrójnego zająca". Dość powszechny w Anglii i północnych Niemczech ornament pochodzi najprawdopodobniej ze Środkowego Wschodu i wywodzi się z Buddyzmu, co udowadnia wiek znalezisk w różnych miejscach, po czym można zaobserwować jego "wędrówkę".
Triskel, trykwetra, potrójny zając - wszystkie ilustracje we wpisie z Wikimedia Commons

Symbole te przypominają o niezliczonych trójkach i trójcach Bogów obecnych w każdej chyba kulturze, będących, tak samo jak one, powszechne w wielu miejscach i czasach. Pomysł Świętej Trójcy, jednego bóstwa w trzech osobach, trzech aspektach jest tak stary, że ginie w mrokach przeszłości. W Starożytnym Egipcie znana była potrójna Bogini Qetesh-Astarte-Anat, która zresztą przybyła nad Nil z Kanaan, więc sam koncept musi być starszy. Również Ra, egipski Bóg Słońca miał trzy twarze - wschodzi jako Kheper, w południe przyjmował imię Re-Hoakhty, a wieczorem - Atum. W świecie Greków i Rzymian łączono niektóre imiona i aspekty Bogiń, tak, że stawały się jedną. Szczególnie często łączono ze sobą bóstwa księżycowe - Atremis, Selene i Hekate lub Lunę, Dianę i Prozerpinę.

Hekate o trzech twarzach
Wiemy również, że Rzymianie czcili Juventas, Junonę i Minerwę jako jedną najwyższą Boginię zwaną Uni. Celtycki Bóg Lugus ma trzy twarze (prawdopodobnie Esusa, Teutatesa i Taranisa). Trzy twarze mają na rozmaitych przedstawieniach również wspomniana Hekate, Trygław, czy Brigid. Potrójne Bóstwa to nie jest zresztą pomysł tylko Europejski. W Indiach istnieje koncept potrójnego Boga... który ma potrójną Boginię za żonę - to Trimurti, czyli Bogowie Brahma, Vishnu i Shiva, którym towarzyszą Boginie Saraswati, Lakshmi i Parvati - Tridevi. W taoizmie zaś najwyżsi Bogowie to Triada Czystych - Yuanshi Tianzun, Lingbao Tianzun oraz Taishang Laojun. Nam zaś, magom i czarownicom, nie wolno zapomnieć o Po Trzykroć Wielkim Hermesie Trismegistusie, który sam ponoć spisał sekret transmutacji na Szmaragdowej Tablicy.

Trimurti i Tridevi na kwiatach lotosu.
Inaczej można z kolei podejść do Bóstw, które, choć z reguły oddzielne, zwykle występują razem w rodzinie. Prawdziwy festiwal takich rodzeństw mieli Starożytni Grecy: Forkidy, Gracje, Hesperydy, Harpie, Gorgony, żeby wymienić część z nich. W całej Europie znane były siostry zajmujące się ludzkimi losami - zależnie od miejsca zwano je Mojrami, Nornami, Parkami czy Rodzanicami. W mitologii nordyckiej to trzech Bogów - Odyn, Ve i Villi stworzyli razem świat, w greckiej zaś trzej synowie Kronosa opiekowali się trzema domenami znanymi człowiekowi: Zeus - ziemią, Posejdon - morzem, zaś Hades - podziemiami. Znamy też wiele boskich rodzin, na czele z Izydą - matką, Ozyrysem - ojcem i Horusem - dzieckiem. Misteria Eleuzyjskie koncentrowały się na Persefonie (córce), Demeter (matce) i Triptolemos (którego Demeter nauczyła uprawy roli).

Horus, Ozyrys i Izyda
Bardzo ciekawym zagadnieniem, o którym chciałabym wspomnieć osobno są Matrony. Rzeźby i płaskorzeźby trzech Bogiń można znaleźc w całej północno-zachodniej Europie - czyli na obszarach podbitych przez Imperium Rzymskie. Rzeźby owe przedstawiały Bóstwo synkretyczne, rzymsko-galo-germańskie, więc wyobrażenia te były rozmaite, ale zawsze przestawiały Wielką Boginię. Często miały różne imiona, część z nich była celtycka, część germańska - w sumie z inskrypcji na rzeźbach i kamieniach znamy ponad 100 różnych imion, którymi były podpisywane Matrony.

Trzy Matrony na reliefie z Bibracte
W naszym codziennym życiu często robimy coś potrójnie. Często potrójnie całujemy się w policzek na powitanie, trzy razy spluwamy przez lewe ramię, żeby odegnać pecha, czasem można też pleść trzy po trzy. Troje - to już tłum, ale do trzech razy sztuka. W całej naszej (i nie tylko naszej!) kulturze, Zachodniej Tradycji Magicznej, na Bliskim Wschodzie trójka oznacza nasilenie, podkreślenie, zwielokrotnienie znaczenia tego, co wykonujemy i wymawiamy trzykrotnie. W Biblii, na przykład, Szatan kusi Chrystusa 3 razy, a Piotr trzykrotnie wyparł się Jezusa, by potem trzykrotnie potwierdzić swoją wiarę w niego. Zaklęcia radzi się czasem powtarzać trzy razy, podobnie jak niektóre modlitwy. Czasem czarownice mówią "so mote it be" (niech tak się stanie) po trzykroć. Znaną magiczną formułą jest też "By three times three" (Po trzykroć trzy). Trójka więc oznacza wzmocnienie. To, co robimy trzy razy jest mocniejsze i skuteczniejsze od tego, co wykonujemy raz.
Warto również wspomnieć o Prawie Trójpowrotu w kontekście trójek. Nie chcę tutaj wchodzić w całą dyskusję na temat jego zasadności, ale wyjaśnić, co oznacza "trzy" w jego nazwie. Skoro już wiemy, że trójka oznacza nasilenie i podkreślenie, całość staje się prostsza do zrozumienia. Prawo Potrójnego Powrotu nie tylko oznacza, że konsekwencje naszych czynów wracają do nas wzmocnione, ale również podkreśla, jak ważna jest odpowiedzialność i ponoszenie tych konsekwencji. Że reakcja jest zawsze odpowiedzią na akcję i za każdy nasz czyn jesteśmy odpowiedzialni.
Dlaczego akurat trójka stała się tak ważna? Trudno powiedzieć, chociaż być może Wszechświat i Bogowie sami dają nam wskazówki, bo cały nas świat jest złożony z trójek. Nasza przestrzeń ma 3 wymiary (wysokość, szerokość i głębokość), żyjemy w 3 aspektach czasu (przeszłość, teraźniejszość i przyszłość). Cały nasz świat zbudowany jest z trójelementowych atomów (protony, elektrony i neutrony), które z kolei składają się z trzech rodzajów kwarków. Wszystko zaś to możemy zauważyć dzięki oczom, widzącym trzy kolory.
A może to dlatego, że na człowieka składa się jego ciało, umysł i dusza.

Triskele na Bramie Floriańskiej w Krakowie
PS. Może jako ciekawostka zainteresuje Was też fakt, że istnieje potrójne Bóstwo... całkiem fikcyjne. W świecie gier "The Legend of Zelda" pojawia się Złota Bogini o trzech postaciach i imionach Din, Faroe i Naryu.
 
Ilustracja pochodzi z serwisu Zelda Dungeon
PPS. Aby być na bieżąco - polub Blog Czarowniczy na Facebooku! Jest nas już 200!

15 kwietnia 2015

Śmierdzący eliksir

Czosnek musi być znany człowiekowi od dawna. Skąd taki wniosek? Chińczycy zapisywali jego nazwę jednym znakiem, wspomina o nim pismo klinowe, zapisy w Biblii i indyjskich Wedach. Najprawdopodobniej zaczęto go uprawiać w Azji Środkowej, do Europy zaś mógł trafić różnymi drogami. Prawdopodobnie za pośrednictwem najazdów, przez Bizancjum, możliwe również, że przywieźli go pracujący w Chinach misjonarze.

Praktycznie od początku swojej kariery czosnek uważano za roślinę magiczną. W Starożytnym Egipcie ponoć noszono go w formie naszyjników z ząbków dla ochrony przez pasożytami i chorobami (zwyczaj ten ponoć przetrwał we Francji aż do ubiegłego wieku!) Wiadomo też, że podawano go do jedzenia robotnikom a nawet niewolnikom, by dodawał sił i zapobiegał chorobom. Wymieniają go również papirusy Ebersa - datowane na ok 1550 rok p.n.e. znalezisko niemieckiego egiptologa to podręcznik staroegipskiej medycyny. Zawiera on, poza informacjami o chorobach wewnętrznych i chirurgii, przepisy na ponad 800 lekarstw, przyrządzanych z roślin takich jak czosnek właśnie, ale też gorczyca, anyż, mięta czy konopie.

Ilustracja pochodzi z Wikimedia Commons
Innym zastosowaniem czosnku było leczenie bezpłodności. Egipcjanki, które miały problemy z zajściem w ciążę, powinny były umieścić ząbek czosnku w pochwie. Jaką ten zabieg miał skuteczność - trudno powiedzieć, ale nawet Hipokrates polecał używanie tej metody. Oczyszczony i pozbawiony łupinki ząbek czosnku należało trzymać w pochwie przez noc, a rano sprawdzić, czy pacjentka odczuwa w ustach charakterystyczny smak i zapach. Jeśli tak - prawdopodobieństwo ciąży było znacznie większe niż w przypadku, gdy takich objawów nie było. Poza tym greccy atleci i wojownicy spożywali czosnek, by zwiększał ich siłę i odwagę. Musiał też być znany z ochrony przed urokami, skoro samo powąchanie go uchroniło Odyseusza przed zaklęciem w wieprza przez Kirke.
Podobnie do Greków czosnku używali starożytni Rzymianie - miał dodawać odwagi i sił. Stąd czosnek był częścią żołnierskich racji, zalecano go również robotnikom polowym w trakcie prac.

Ilustracja pochodzi z Wikimedia Commons
We wczesnym średniowieczu czosnku używano jako leku głównie przeciwko pijaństwu i... nadmiernemu popędowi płciowemu. Całe główki macerowano w winie, które następnie pito lub maczano w nim chleb. Miało to zapobiegać upijaniu się. W Hiszpanii zaś do dziś czosnek zapewnia siłę matadorom i pikinierom - wszyscy żują czosnek przed walkami byków.

Na Bliskim Wschodzie ponoć dotąd panuje przekonanie, że czosnek buduje odporność na trucizny i chroni przed pragnieniem na obszarach pustynnych. W Szwecji należało zawiesić główkę czosnku na szyi  krowy, aby trolle nie wykradały mleka. Ząbek czosnku może też chronić przez urokiem i złym okiem.
No i każdy z nas wie, że warkocz czosnku przy oknie chroni przed wizytą wampira. Jego zapach i noszenie przy sobie ząbków lub główki odstraszają potwora, a krew osoby, która regularnie spożywa czosnek jest dla wampira odrażająca.

Ilustracja pochodzi z Wikimedia Commons
Co sprawia, że czosnek jest tak magiczną rośliną, daje siłę, odwagę, odporność, leczy choroby i odstrasza złe duchy? Allicyna.

Myślę, że spokojnie możemy mówić o tej substancji chemicznej jak o magicznym eliksirze, który zapewnia czosnkowi całą jego moc. Niezależnie od tego, czy wiara w magiczną moc czosnku wzięła się z obserwacji, że ludzie spożywający czosnek rzadziej chorują i szybciej zdrowieją (zatem musi on wypędzać chorobę i chronić przez złymi wpływami), czy też potwory i choroby miałyby się bać zapachu - allicyna odpowiedzialna jest za obie te cechy. Oleista substancja nadaje czosnkowi specyficzny smrodek, który w naturze miał służyć odstraszaniu szkodników, ale to nie wszystko.

Ilustracja pochodzi z Wikimedia Commons
To właśnie allicyna odpowiada za antybiotyczne właściwości czosnku. Poza zwalczaniem bakterii, ma ona również działanie przeciwwirusowe (np. przeciw przeziębieniom i infekcjom paragrypowym, również opryszczce) i przeciwgrzybiczne. Ten związek chemiczny wytwarza się podczas niszczenia komórek, dlatego warto jeść czosnek na surowo, lub też poczekać kilka minut między krojeniem, czy przeciskaniem go, a poddawaniem obróbce cieplnej. Warto wspomnieć o właściwościach antyoksydacyjnych, przeciwzapalnych a także przeciwzakrzepowych, co jest nie bez znaczenia dla naszego zdrowia i odporności.Chociaż przedawkowanie allicyny może być niebezpieczne, to nie jest ono możliwe przy samym jedzeniu czosnku.

Zalety czosnku wychwalali między innymi Pitagoras, Horacy i Szekspir. Czosnek chroni przed złymi duchami, infekcjami i wampirami, dodaje sił i odwagi.
Dlatego mam nadzieję, że nawet osoby, które nie lubią jego smaku i zapachu czym prędzej się do niego przekonają.

Ilustracja pochodzi z Wikimedia Commons
PS. Zapraszam serdecznie na fanpage Bloga Czarowniczego !

12 kwietnia 2015

Starzeję się

W życiu mamy zazwyczaj dużo okazji, by podsumować jakiś okres - Nowy Rok, Sabaty, rocznice... Jednak tylko jedna jest taka okazja w roku, która wyzwala nie tylko refleksję nad ostatnim miesiącem czy rokiem, ale nad całym życiem - dotychczasowym i przyszłym.
Urodziny.

Tak, to właśnie dziś! Patrzę w przyszłość i... co widzę? Na pewno rodzinę, bliskich, przyjaciół... Pewnie też dzieci - choć na pewno jeszcze nie w przyszłym roku. Dom - koniecznie z poddaszem, piwnicą i ogrodem. Powiększający się kowen, może kiedyś potomny kowen... albo dwa. Dużo pracy, ale warto. Więcej notek na blogu, więcej spotkań i artykułów, wydanie tłumaczenia książki... a może i swojej?

Czuję, jak się starzeję. Wiem, że zaraz posypią się na mnie gromy za to stwierdzenie, bo "taka młoda jeszcze, a ja co mam powiedzieć". A przecież nie chodzi mi o to, że łamie mnie w krzyżu, że pokrywają mnie zmarszczki, że czas mi przejść na emeryturę - bynajmniej! Ale kiedy człowiek obserwuje swoje zwyczaje, swoje ciało i swoje siły, czuć, jak one się zmieniają. Pewnie w perspektywie roku jest to niemal nie do zauważenia, ale jeśli się wspomni siebie sprzed pięciu lat taka różnica staje się bardziej widoczna.

A jednak te urodziny są o wiele, wiele lepsze, niż te sprzed paru lat. Tamte przeżyłam w bardzo złym nastroju, czując się po prostu fatalnie. Nie fizycznie, bo moje ciało czuło się pewnie lepiej, niż dziś, ale w głowie wciąż kołatała mi ta uciążliwa, bolesna wręcz myśl - "Ponad 20 lat i jeszcze nic się w moim życiu nie wydarzyło, nic nie zrobiłam w ciągu tego czasu, nic nie osiągnęłam".

To oczywiście nie była do końca prawda, ale takie były moje emocje i myśli w tamtej chwili. No i fakt - faktem, że osiągnięć tych nie było za wiele, bo i nie będzie ich dużo u człowieka, który całe dotychczasowe życie wyłącznie się uczył.

A dzisiaj, choć już wiem, że się starzeję, to nie jest mi smutno. Bo, choć dalej się uczę (i pewnie będę się uczyć do końca życia), to mam dzisiaj szanse dzielić się ze światem tą wiedzą, którą już mam, tymi doświadczeniami, które dotąd zdobyłam. Czuję, że osiągnęłam wiele, choć pewnie nie jest to do końca prawda, bo dużo więcej wyzwań przede mną, a dotychczasowe sukcesy to dopiero zachęta na dalszą część podróży życia. Mimo to cieszę się z tych małych sukcesów i mam apetyt na wiele, wiele więcej.

I tego mi dzisiaj, proszę, życzcie, jeśli będzie łaskawi w dzień urodzin poświęcić mi jakąś ciepłą myśl. Więcej pieniędzy i zasobów do realizacji planów. Więcej doświadczeń, by się nimi dzielić i więcej nauki, by te doświadczenia zdobywać. Więcej zdrowia i sił, by móc zawsze nad wszystkim panować i za wszystkim nadążać. Więcej rytuałów, spotkań, wiccan, przyjaciół. I więcej planów, więcej celów do realizacji, więcej kolejnych marzeń.

Po prostu życzcie mi Więcej.
Dzisiaj, kiedy czuję, że to starzenie się, to tak na prawdę Dojrzewanie.

PS. Bądź na bieżąco - polub Blog Czarowniczy na Facebooku!

9 kwietnia 2015

Szatańskie bulwy

Dzisiejszy wpis dedykuję Salvii i Gabrielowi

Lulek czarny - roślina silnie trująca, zwłaszcza jej korzeń i nasiona. Ich spożycie może wywołać suchość w ustach i halucynacje, którym towarzyszy pobudzenie. Dawniej stosowano go do uśmierzania bólu, jako trutkę na gryzonie oraz... do wzmacniania piwa!
Pokrzyk wilcza jagoda - również trująca, stosowana niegdyś do trucia wilków, stąd nazwa. Objawy po spożyciu, to pobudzenie i euforyczne halucynacje. W medycynie używana do rozluźniania mięśni gładkich i w okulistyce, jako znana wszystkim okularnikom atropina. Inna nazwa - Belladonna , czyli "piękna pani", wiąże się z użyciem tej rośliny jako kosmetyku nadającego głębokiego oddechu i blasku oczom Rzymianek.
Bieluń dziędzierzawa - tak jak powyższe jest trujący i halucynogenny. Wywołuje suchość w ustach, omamy słuchowe i wzrokowe, którym towarzyszy rozszerzenie źrenic i zaburzenia, a czasem i przejściowa utrata wzroku.
Mandragora - choć równie trująca, jak powyższe, ze względu na korzeń w kształcie ludzkiej postaci przez wiele wieków była uważana za remedium na wszystko. Użyta w rytuałach płodności miała służyć za afrodyzjak i leczyć bezpłodność. Uśmierzano nią bóle i łagodzono nią depresję, melancholię czy reumatyzm. Roślinę, która rosnąć miała głównie pod szubienicami z obawy na jej zabójczy wrzask, wyrywały harty, ciągnące przywiązaną do łodygi linę. Posadziły są w swoich ogrodach Kirke i Hekate.

Kwiaty lulka, pokrzyku, bielunia i mandragory - zdjęcia pochodzą z Wikimedia Commons
Te rośliny mają wiele cech wspólnych. Są magiczne i święte, przez stulecia miały związek z czarownicami i szamanami, kapłanami i wieszczami. Są składnikami maści na latanie, wywołują halucynacje i wizje. Z pewnością materiałów o nich wystarczyłby na niejeden wpis na Czarowniczym Blogu.
I mają wspólnego kuzyna. Solanum tuberosum - czyli ziemniaka.

Nasz swojska pyra zrodziła się daleko w Andach, najprawdopodobniej nad brzegami jeziora Titicaca. Skamieniałe bulwy znalezione podczas wykopalisk w kanionie Chillica datuje się na około 5 tysięcy lat przed naszą erą! Wiadomo też, że musiały być ważne dla lokalnych kultur - archeolodzy znaleźli na przykład urny w kształcie ziemniaków, które umieszczano w miejscach pochówku. Ludzie z plemienia Aymara (później podbici przez Inków) odmierzali czas z pomocą ziemniaków - jednostka trwała tyle, ile potrzeba było na ugotowanie jednej bulwy. Znalazłam nawet informację, że do dziś funkcjonuje w niektórych rejonach południowoamerykańskich gór miara podziału ziemi, podobna nieco do naszej morgi - topo, czyli obszar, z którego zebrać można roczny zapas ziemniaków dla jednej rodziny. Ziemniaki miały również dla Aymara znaczenie duchowe. Związane były z płodnością, regeneracją i dostatkiem. Przetrwały nawet chrystianizację - do dziś używane są w kulcie Maryi Dziewicy, zwłaszcza podczas Uroczystości Niepokalanego Poczęcia.

Mimo wielkich początków w Ameryce Południowej, w Europie ziemniaki nie miały łatwego życia. Całkiem możliwe, że to z powodu jego magicznych, używanych przez wiedźmy krewnych. Innym powodem może być to, że ziemniaki są w zasadzie trujące. Solanina - obecny w zielonych częściach rośliny związek chemiczny - roślinie służy jako fungicyd i pestycyd, u ludzi wywołuje silne zatrucia. Nie znalazłam natomiast informacji o tym, by powodowała ona halucynacje czy wizje.
Ilustracja pochodzi z Wikimedia Commons
 Za to, według XVI-wiecznych uczonych ziemniak miał zgoła inne właściwości. Clusius, Bauhin czy Paracelsus uważali, że surowe bulwy mogą wywoływać wzdęcia i wiatry, miały również nadmiernie rozbudzać seksualne pożądanie i... wywoływać trąd! Niegdysiejsze, bardziej nieregularne kształty bulw kojarzyły się ówczesnym badaczom z ludzkim ciałem, zaatakowanym przez chorobę.

Ziemniaki miały złą prasę nie tylko wśród uczonych, ale także ludzi pobożnych. W Szkocji na przykład uważano, że nie wolno jeść żadnych roślin, które nie zostały wymienione w Biblii. Miało to być grzechem porównywalnym z zerwaniem Zakazanego Owocu w Edenie. Podobnie uważał jeden z odłamów rosyjskich staroobrzędowców. W pewnym okresie w większej części Europy zalecano sadzenie ziemniaków jedynie w Wielki Piątek i to często jedynie po uprzednim poświęceniu bulw.
Wszystko to, związane było z przekonaniem, że bulwy, które rosną wśród korzeni, pod ziemią, muszą być dziełem Szatana!

Trudno powiedzieć, co sprawiło, że dziś ziemniaki są czwartym najpopularniejszym pokarmem na Ziemi, powszechne w Europie i na Świecie. Pewnie fakt, że są i sycące, i obfitują w zarówno w witaminy jak i minerały stopniowo przekonał świat do ziemniaczanych bulw.
A może na prawdę jest coś magicznego w jego potencjale płodności i miłości? W końcu Zakazany Owoc smakuje najlepiej.
W każdym razie jest w nich coś szatańskiego... odpowiednio przyrządzone są diabelnie pyszne!

Ilustracja pochodzi z witryny Polskiego Radia
PS. Żeby być na bieżąco i proponować tematy nowych wpisów - polub Blog Czarowniczy na Facebooku!