Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Druga Opinia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Druga Opinia. Pokaż wszystkie posty

20 stycznia 2015

Odejść... i co dalej?

Około miesiąc temu powstał wpis, który cieszył się niezłą nawet popularnością, zawierający różne przemyślenia związane z odejściem z kowenu. Pomyślałam sobie, że warto pociągnąć trochę temat i zastanowić się nad inną kwestią. Jeśli już odszedłem z kowenu - co dalej?
Po raz kolejny zaznaczam, że to wyłącznie moje pomysły i wnioski, więc zachęcam do dyskusji

To przede wszystkim zależy od powodów, z jakich się odeszło. Ważne jest jednak, przede wszystkim, danie sobie trochę czasu. Inicjacja w Wicca wiąże się bezpośrednio z inicjacją w kowen - konkretną grupę ludzi. Potrafi ona w tej grupie wytworzyć bardzo silne więzy, tym silniejsze, jeśli ktoś ma szansę dodatkowo popracować z nią jakiś czas. Jeśli dzieje się coś, co w końcu powoduje rozejście się naszej drogi z kowenem, to zwykle są to bardzo ważne sprawy. Warto po takich wydarzeniach odpocząć, odetchnąć. Pohamować entuzjazm, żeby ruszać do nowego kowenu, ale też nie zniechęcać się od razu. Po prostu dać sobie spokój na jakiś czas i zająć się innymi rzeczami.

Często kowen pochłania dużo czasu, jeśli nie czujemy się komfortowo - tym częściej może wpływać na samopoczucie i inne nasze codzienne sprawy. Zanim podejmie się kolejne ważne decyzje, warto zawsze najpierw uporządkować zwykłe, ziemskie sprawy. Zaangażuj się w pracę, zwróć uwagę na sprawy rodzinne, spotkaj się z przyjaciółmi. Może warto jeszcze raz przeczytać ulubione książki, albo wrócić do porzuconego kiedyś hobby? Często ścieżka duchowa, która nie jest dobrze ułożona i którą trzeba zmienić, może wywracać wiele spraw do góry nogami i to w bardzo negatywny sposób. Oczywiście przemyślenie swoich ziemskich, najbardziej przyziemnych spraw zaleca się zawsze osobom dopiero wchodzącym po raz pierwszy na drogę duchowych poszukiwań, ale to inny, szeroki temat...

Jeśli zechcemy po tym odpoczynku wrócić na wiccańską ścieżkę, trzeba zrobić solidny rachunek sumienia. Co poszło nie tak? Dlaczego nasze drogi się rozeszły? Zaważyły względy emocjonalne? Towarzyskie? Nie mogłem się zgodzić na coś? Może mój kowen nie zgadzał się ze mną? Atmosfera i układ? Względy logistyczne - za daleko? Za długi dojazd? Ale też, co nie mniej ważne - co było pozytywnego? Co mi to dawało/daje? Jakie były dobre chwile? Co mi się podobało? Jakie swoje nadzieje i marzenia udało mi się spełnić? Warto się nad tymi aspektami zastanowić, przemyśleć je, przemedytować. Wyłoni się z nich ostatnia i najważniejsza kwestia - czy Wicca jest dla mnie? Czy to nie była dobra dla mnie ścieżka, tradycja, czy może tylko trafiło mi się na nie ten kowen, na nie odpowiednich ludzi? To oczywiście nie znaczy, że w kowenie musiały się dziać jakieś dantejskie sceny (choć niestety, i tak czasem bywa), ale może po prostu nie dopasowaliście się.

Kiedy stwierdzisz, że Wicca nadal jest drogą dla Ciebie, pewnie zechcesz poszukać nowej grupy i nowych nauczycieli. Masz o tyle lepiej niż za pierwszym razem, że znasz 'procedurę', ale o tyle trudniej, że masz za sobą 'burzliwą przeszłość'.  Wiesz już, że trzeba być niezwykle ostrożnym. Warto, jeśli jest taka możliwość, poznać kowen przed inicjacją. Pamiętaj o Drugiej Opinii - masz prawo do informacji i do sprawdzania wszystkiego podwójnie, potrójnie, wiele razy. Jeśli rozstanie z poprzednim kowenem stało się powodem pewnego zawodu, tym bardziej bądź ostrożny, ale pamiętaj, że jeśli czujesz, że Wicca jest dla Ciebie, warto chociaż rozejrzeć się, spotkać się, porozmawiać i zapoznać się z innymi wiccanami.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że na każdym etapie pojawią się osoby, które dalej nie pójdą. Że okaże się, że dla kogoś ścieżka duchowa nie jest tak ważna, jak praca czy rodzina. I w porządku, nie każdy z nas może być wielkim duchowym przewodnikiem czy osiągać oświecenie, albo przynajmniej nie w tym życiu. Na pewno też są osoby, które po przygodzie z wiccańskim kowenem dochodzą do wniosku, że to nie dla nich droga, więc zaczynają się interesować innymi tradycjami, poszukują nowych możliwości duchowego rozwoju. Mam nadzieję, że znajdują swoje ścieżki i są dzięki nim bogatsi i szczęśliwi.

Myślę, że dla każdego z nas gdzieś jakaś odpowiednia droga się znajduje.
Trzeba jej szukać, żeby ją odnaleźć.
Ale przy takiej mnogości dróg, zdarza się pobłądzić.


PS. Fanpage Bloga Czarowniczego na Facebooku ma już ponad 100 lajków! Pięknie dziękuję wszystkim czytelnikom!

15 grudnia 2014

Czas odejść...?

Wiele osób zainteresowanych Wicca, zwłaszcza w takich krajach, gdzie jest ona jeszcze stosunkowo młoda i gdzie nie ma wielu wiccan (a Polska jest jednym z nich) inicjację stawia trochę na piedestale. Fakt, że inicjacyjne tradycje magiczne w zasadzie w naszym kraju raczkują, przez to nie do pomyślenia jest dla niektórych, by raz wchodząc w taką tajną strukturę móc chcieć z niej odejść. Swego czasu w Internecie niektórzy chełpili się wręcz, że ich uczniowie nie odchodzą od nich, niczym, nie przymierzając naczelnik więzienia z "Kilera": "nikt mi jeszcze nie uciekł!"

Ludzie odchodzą z kowenów bądź z Wicca (to przecież nie zawsze oznacza to samo) z różnych powodów. Czasem jeszcze zanim zdążą na prawdę przyłączyć się do nich. Nie powinno, a wręcz nie może to być rozpatrywane jako porażka nauczyciela ani jako porażka ucznia. Tak po prostu jest, że czasem nie wychodzi.

Powody, dla których ludzie odchodzą z Wicca są przeróżne, bo i przecież różni są wiccanie. Wiele osób może poczuć, że to po prostu nie dla nich. Nie czują powołania, nie słyszą głosu Bogów. Są rozczarowani już na etapie przygotowania się do inicjacji. Jeśli tak wcześnie pojawiają się poważne wątpliwości, lepiej z tej inicjacji zrezygnować, lub przełożyć ją na później.

Zdarzają się jednak i inne historie. Są osoby, które się tak zniechęciły sytuacją w jednym kowenie, bądź zachowaniem jednego wiccanina, że przerzucają wnioski na wszystkich pozostałych. Zdaję sobie sprawę, że mogą być osoby nie świecące przykładem, albo wręcz opowiadające bzdury. Jestem gorącą zwolenniczką zmiany kowenu w takich sytuacjach, jeśli nie można już pracować ze swoją grupą, ale żeby od razu zrażać się do wszystkich... ? Po odejściu od kowenu, który nie był dla nas właściwy może się okazać, że świat stoi przed nami otworem i można spotkać grupę, z którą będziemy się czuli dobrze, gdzie będziemy wśród przyjaciół.

Czasami odejście od Wicca powodowane jest jednak dużo bardziej przyziemnymi sprawami. Znane są mi historie o przeprowadzkach na inny kontynent, pracy uniemożliwiającej uczestniczenie w spotkaniach, nawet sprawy związane ze związkami i partnerami (choć dla mnie to ostatnie nigdy nie było zrozumiałe).
Wreszcie w niektórych przypadkach można uczestniczyć w rytach coraz rzadziej i rzadziej i w końcu przestać się pojawiać... no ale to już kwestia dyscypliny i organizacji.

Pamiętajcie jednak na koniec o dwóch rzeczach. Nigdy nikt nie może Was zmusić do czegoś, czego nie chcecie zrobić. Nigdy nikt Was nie może zmusić do działania niezgodnego z prawem, do naruszenia Waszej intymności. Nigdy nikt Was nie może zmusić do fizycznej lub umysłowej pracy na rzecz czyichś korzyści. Bądźcie ostrożni i korzystajcie z Drugiej Opinii.

Pamiętajcie jednak też, że na jednym wiccaninie świat się nie kończy. Z bólem to przyznaję, bo chciałabym, żeby było zawsze cudownie i pięknie, ale niestety, wszyscy wiemy, że to nie realne: są wśród nas szuje. Jak w każdej innej grupie między wspaniałymi kapłanami i kapłankami kryją się umysły przegniłe. Nie musicie z nimi pracować, ale nie musicie się też nimi zniechęcać. Poznajcie więcej ludzi, zaprzyjaźnijcie się z wieloma wiccanami. Nie zawsze po każdym odejściu z kowenu musi się kończyć wiccańska ścieżka.


PS. Jeśli podobał Ci się wpis - daj łapkę na Facebooku!

14 listopada 2014

A tam pisało...

Wielka jest moc magiczna słowa. Często mówimy, żeby nie zapeszać, żeby nie wywoływać wilka z lasu, powtarzamy rymy i pieśni zaklęć w magii i klniemy się (albo na coś) na co dzień. Staramy się nie mówić nieszczęściach, nie życzymy sobie chorób ani wypadków, bo instynktownie wiemy, że słowo ma w sobie siłę. 

Większa jeszcze wydaje się być wiara w magiczną moc słowa pisanego. Co prawda już kiedyś pisałam, żeby książek o Wicca nie czytać, ale wciąż jest to problem na czasie i obowiązujący, bo słowo pisane ma siłę jeszcze potężniejszą, niż to wypowiedziane. Zapisując słowo utrwalamy je, sprawiamy, że nasze myśli żyją dłużej i przetrwają dla potomnych. Wiemy, że słowa zapisane trudniej jest wyrugować z historii a materialne, namacalne litery są lepszym dowodem w każdej sprawie, niż zasłyszane słowo. Wiedział o tym również Gardner, kiedy uzupełniał Księgę Cieni tak, by mogła służyć kolejnym pokoleniom czarownic, wiedziała Doreen Valiente, wypełniając karty Księgi swoją poruszającą poezją. Rodzice i nauczyciele od najmłodszych lat wpajają nam, że każdą książkę należy szanować, bo to książki po nas zostaną, a zawarta w nich wiedza jest warta więcej, niż ta zasłyszana.
Tak było w dwudziestym wieku.

Kiedy książki były drogie, było ich mało, były cenzurowane, zakazywane, przemycane, wartość słowa pisanego a dokładniej - drukowanego, była nie do przecenienia. W społeczeństwach zachodu wykształcił się przez stulecia niesamowity szacunek nie tylko do książek i druku, ale i wręcz drukowanych treści. Jeśli coś zostało wydrukowane, musi być prawdziwe i wartościowe. Z nabożną czcią należy więc podejść do każdego tekstu drukiem, albowiem "skoro tak tam pisało, to tak jest". A jeśli uważasz, że przesadzam, rozejrzyj się wokół i zobacz, jak niektórzy ludzie traktują teksty z kolorowych gazet. Dla wielu osób rozciąganie takiego szacunku do druku na gazetki i pisemka to spora przesada, ale wciąż normą jest traktowanie z nabożną czcią książek. Nie uważam, że książkom nie należy się szacunek - co to, to nie, jednak zdrowego krytycyzmu nigdy nie za wiele.

Przede wszystkim dlatego, że zmieniły się czasy. Jak wspomniałam, drukowano to, co prawdziwe i wartościowe w dwudziestym wieku, który, wbrew temu, co nam się może czasem wydawać, skończył się już dość dawno temu. Teraz każdy może być autorem, pisarzem, dziennikarzem, blogerem, jeśli nie w książkach i gazetach, to w Internecie, który stopniowo zyskuje coraz więcej na znaczeniu nie tylko jako nowsza wersja telefonu, ale też jako medium, nośnik informacji o świecie i środek publikacji. Mimo to wiele jeszcze ludzi na propozycję "Wygooglaj sobie" reaguje odpowiedzią "ja to bym jednak wolał książkę".

Tymczasem wiek już mamy dwudziesty pierwszy, całkiem z resztą zaawansowany. Jeśli komuś się wciąż wydaje, że książki są lepszym źródłem informacji o Wicca i nie tylko, niż Internet, to zwyczaje się myli i utknął w wieku dwudziestym. Dziś bowiem w książkach obowiązuje kapitalizm jak każdy inny. Książka nie musi być dziś dobra, mądra ani prawdziwa - musi się sprzedać. Każdy więc może byle bzdurę napisać, jeśli ktoś zechce ją wydać a ktoś inny - kupić. Trzeba więc uważnie dobierać lektury (drukowane i internetowe) i poddawać je wszystkie krytycznej analizie. I mimo świadomości, że tak jest, wciąż wielu z Was daje się na magię drukowanego słowa nabrać. Koszmarem moim od lat, o czym już wiecie, jest "13 celów czarownicy", które są do kitu, nie wyjaśnione, wciśnięte na siłę do książki, która nawet nie jest o Wicca. Ale ukazały się drukiem, łooo, wklejajmy je więc wszędzie i róbmy z nich słodkie gify (ratunku!)

Wicca tymczasem jest ścieżką specyficzną, bo choć każdy wiccanin otrzymuje do przepisania treść Księgi Cieni, jednak wciąż jest to tradycja przekazywana, w moim odczuciu, głównie ustnie, przez wspólną praktykę i przez pracę z energią, których nie da się zakląć w druk. Przeczytanie stu książek o pływaniu nie pomoże, jeśli nie wejdziesz do wody. Otwórz uszy i słuchaj mądrzejszych, bardziej doświadczonych od siebie. Otwórz się na rady wiccan, którzy wskażą się lektury najbardziej wartościowe, nawet jeśli będą tylko w necie, a nie drukiem. (Pamiętaj przy tym, że masz prawo do Drugiej Opinii!)

Odłóż książkę na półkę, zamknij oczy i poczuj. Kiedy magia Cię dosięgnie, kiedy poczujesz dotyk Bogów i wezwanie do Wicca, opasłe tomy nie będą Ci już potrzebne. Może będziesz chciał zawołać "A tam przecież pisało..." ale zapomnisz już najpewniej, co to było.


PS. Jeśli podobał Ci się wpis, nie zapomnij polubić Blog Czarowniczy na Facebooku!

27 października 2014

Zadawaj głupie pytania

Dzisiaj wpis będący jedną wielką prośbą.
Zadawajcie pytania. Zawsze. Nawet te głupie.

Pytania to najwspanialsze narzędzie pozwalające nam poznawać i weryfikować rzeczywistość. Trudno poznać otaczający nas świat bez weryfikowania go za pomocą pytań i uzyskiwania na nie odpowiedzi. Znaczy owszem, można, ale wtedy się jest strasznie nudnym, pozbawionym jakichkolwiek zainteresowań człowiekiem.

Tymczasem wiele osób interesujących się Wicca, czy też magią albo pogaństwem z jakiegoś powodu pytań nie zadaje. Owszem - czytają książki, strony w Internecie, a nawet słuchają wykładów czy rozmów na spotkaniach. Ale jak zweryfikować, czy te źródła są rzetelne, czy nie, jeśli nie sprawdzisz tych informacji gdzie indziej? Jeśli nie pogadasz z wiccanami? Jeśli nie zadasz pytań arcykapłanom?

Często zastanawiam się, skąd niezadawanie pytań wynika i mam kilka swoich typów.
Po pierwsze - że ludzie się boją. Że wstydzą się przyjść na spotkanie albo zagadać na forum. Boją się, że będą posądzeni o bycie flufikiem. Co jest z resztą trochę bez sensu, bo przecież świeżak to nie to, co flufik. Poza tym mam wrażenie, że zapominamy trochę o tym, że każdy, największy nawet arcykapłan też był kiedyś młody, albo głupi, albo najczęściej jedno i drugie. Jeśli twierdzi inaczej - to pewnie zwyczajnie się kryje, bo nie chce, żeby wyszło, że było kiedyś flufikiem - i tak się kółeczko nakręca.
Wiem też, że są przypadku grup i forów, na których za zadanie "świeżakowego" pytania można dostać ochrzan, więc ludzie się tym bardziej boją i wstydzą... Tylko czego? Że będzie siara z powodu pytania zawieszonego w cyberprzestrzeni, zadanego pod pseudonimem? Jeśli ktoś nie potrafi odpowiedzieć merytorycznie na zadane przez osobę nową w temacie pytanie, to on powinien się wstydzić. Wielcy mędrcy i arcykapłani, którzy nie umieją odpowiedzieć na pytania świeżaka - to dopiero jest siara.

Trochę inna jest kwestia w przypadku, gdy nie padają pytania najważniejsze.
Pojawiają się czasem pytania o kompletne podstawy, o to, jak świętować jakie święto, albo zwyczajnie takie, na które już ktoś odpowiedział. Mam nadzieję, że rozumienie, kochani Czytelnicy i kochane Czytelniczki, że jednak najłatwiejszym rozwiązaniem jest w takiej sytuacji odesłanie zainteresowaną osobę do odpowiednich źródeł. Pominę w tej chwili kwestię samodzielnego zdobywania źródeł, bo po to zadaje się pytania, aby osoba mająca odpowiednią wiedzę o rzetelnych źródeł odesłała nas do takiego porządnego źródła właśnie. I to przydarza mi się dość często, natomiast ekstremalnie rzadko zdarza się, że ktoś wraca i zadaje pytania do tekstu. Interesuje się. Chce wiedzę pogłębiać, a nie zadowala się tylko tym, co ma przed oczami. A może ktoś - zgodnie z puntem powyżej - boi się, że jeśli okaże się, że czegoś nie zrozumiał, to będzie siara? Nie przejmujcie się. Tekst nie musi odpowiadać na wszystkie Wasze pytania w stu procentach. Nie wahajcie się zadawać pytań do niego. Nie musicie też zdobyć nie wiadomo jakiej wiedzy, żeby móc się odezwać w rozmowie forumowej czy na spotkaniu. Na prawdę, przeczytanie jednego-dwóch tekstów wystarczy, by można było wyrazić swoją opinię i zadać pytania o opinie innych osób.

Kolejnym powodem, dla którego zauważam, że ludzie czasem krygują się przed zadawaniem pytań wiccanom to kwestia strachu przed popełnieniem gafy towarzyskiej. Dla mnie jest całkowicie zrozumiałe, że najbardziej interesujące w Wicca jest to, co dotyczy rytuału i tajemnicy wiccańskiej - w końcu to mnie do Wicca przyciągnęło, więc oczywiste jest dla mnie, że ludzie będą zadawać na ten temat pytania. Zawsze staram się na nie odpowiadać na tyle, na ile mogę, a jeśli mogę - mówię ze spokojem "o tym nie będziemy rozmawiać". Tak jakoś się stało, że ludzie zrobili się trochę przewrażliwieni i są osoby, które boją się urazić wiccańskie uczucia, naruszyć tabu. A ja Wam powiem tak - macie prawo zadać pytanie o cokolwiek. Może się stać tak, że nie na wszystkie dostaniecie odpowiedzi, ale one mimo to mogą paść - nic się strasznego nie stanie, więc przestańcie się bać. A jeśli ktoś się kiedyś na Was za takie pytanie obraził - to jest bucem i tyle.

Jest jednak taka kategoria pytań, których ludzie nie zadają, ale które słyszą i przyjmują je za twierdzenia. Przykład? "Po co komu kowen, skoro można wszystko zrobić samemu?" Wielokrotnie zetknęłam się z tym, że takiego zdania nie traktowano jak pytanie, na które oczekuje się odpowiedzi, ale argumentu, który załatwia sprawę. Zastanów się wtedy, jeśli chcesz takiego argumentu użyć, czy aby na pewno nie powinieneś raczej właśnie takiego zadać pytania.

Tak więc ludzie, kochani, zadawajcie pytania! Zawsze!
Te głupie, te naiwne, te skomplikowane, te na granicy tabu i za tą granicą.
O to, gdzie szukać informacji, co znaczy przeczytany tekst, o interpretacje innych.
Nie bójcie się dyskusji, spotkań, forów, rozmów, bo to dzięki nim zdobywa się najwięcej wiedzy.

Bo jeśli odrzucisz najlepsze narzędzie do weryfikowania rzeczywistości - jaki inny sposób Ci zostaje?


PS. Nie zapomnijcie polubić Bloga Czarowniczego na Facebooku !

12 sierpnia 2014

"Nauczyciel", albo "spotkanie - zrób to sam"



Jako przedstawicielka tradycyjnego, inicjacyjnego nurtu Wicca nie ukrywam radości, że wieloletnie tłuczenie wiccańskiej społeczności do głów internautów informacji, że by być wiccaninem, należy być inicjowanym, a do tego potrzebni są arcykapłani, w końcu odnosi skutek. Pojawiają się tu i ówdzie osoby zainteresowane Wicca, które pytają o nauczycieli, bo chcą się rozwijać nie koniecznie tylko w oparciu o literaturę fachową i tą mniej fachową, ale też dzięki kontaktom z drugim człowiekiem. Coraz więcej ludzi też, nie chce się już tylko zadowolić kontaktem w rzeczywistości wirtualnej, ale i musi zaspokoić naturalną potrzebę spotkania się na żywo, może nawet odprawiania wspólnie świątecznych rytuałów.

Często jednak pojawia się problem, kiedy okazuje się, że mieszkamy w małej miejscowości, odległej od miasta, w której odbywają się interesujące nas spotkania. Zaczynamy wtedy szukać innych możliwości.
Jako osoba, która w swoim życiu sama trochę naszukała się tego typu spotkań, a z drugiej strony - która sporo spotkań i warsztatów zorganizowała, pomyślałam, że podpowiem Wam, jak można sobie w tej sprawie pomóc.

Zanim jednak przejdziemy do tematu, sprawdź, czy przypadkiem do tej pory nie szukałeś spotkań źle.

Spotkania blisko Koziej Wólki.

Używam nazwy tej miejscowości przysłowiowo, więc mam nadzieję, że żaden mieszkaniec tego uroczego miejsca się na mnie nie obrazi. Często jednak pojawiają się w Internecie ogłoszenia o poszukiwaniu spotkań i/lub arcykapłanów blisko małej miejscowości, która, jestem pewna, jest piękna, ważna i znana w swojej okolicy, ale komuś z drugiego końca Polski może zupełnie nic nie mówić, że już nie mówiąc o tym, że Obornik, Gorzowów, Grodzisków i kilku innych jeszcze miejscowości, nie tych zupełnie malutkich, jest w kraju po kilka sztuk. Jeśli szukasz spotkań najbliższych dla swojego miejsca zamieszkania, podaj w informacji miasto powiatowe. Albo i wojewódzkie, na wszelki wypadek.

Szukam nauczyciela, zainteresowany niech zadzwoni

Nigdy nie szukamy nauczyciela podając swoje dane, nie czekamy, aż się odezwie na maila. W Wicca zawsze uczeń szuka osoby, która zechce go inicjować, nie odwrotnie i to uczeń o nauczyciela musi zabiegać, pytać, pisać do niej/niego, a nie odwrotnie. No i nigdy nie podajemy swojego numeru telefonu w Internecie, to zwyczajnie niebezpieczne! A i takie wypadki widziałam.

Spotkania są za daleko, a ja nie mam czasu/pieniędzy/samochodu...

Przepraszam, że to napiszę, ale takie teksty zwyczajnie mnie wkurzają. Trzeba sobie czasem poukładać priorytety i jeśli Ci na prawdę na czymś zależy, to i za granicę będzie się samolotem latało kilka razy do roku, tak jak to niektórzy robili, żeby się wykształcić. Najłatwiej jest powiedzieć, że daleko i że drogo, ale czasem warto się zastanowić, czy jednak nie da się zorganizować przejazdu na jedno czy dwa spotkania. Zwłaszcza, że teraz już jest o wiele łatwiej, niż jeszcze kilka lat temu. Pojawiły się nowe połączenia, busy, strony dla autostopowiczów i transport staniał, więc są możliwości niedrogiego przemieszczania się. Nie trzeba też już jeździć za granicę, bo pojawili się wiccańscy arcykapłani w naszym kraju. Ci arcykapłani, którzy sami musieli często podróżować bardzo daleko, żeby zdobyć doświadczenie.

Frans Francken II - "Wiedźmia kuchnia" 

Jak w takim razie dobrze rozpocząć szukanie pogańskich spotkań bądź nauczyciela w Wicca?

Daj sobie czas na szukanie

Nie od razu Kraków zbudowano, a i Ukryte Dzieci Bogini nie zawsze są skore, żeby organizowane przez siebie spotkania szeroko reklamować. Jak zwykle obowiązuje tu zasada - co wiccanin, to obyczaj. Sprawdzaj informacje na kilku, nawet kilkunastu stronach, zapisz się na fora, monitoruj informacje o bieżących pogańskich wydarzeniach. W ciągu roku wiele się dzieje - są spotkania regionalne, ale są i warsztaty, wyjazdy weekendowe, konferencje. Sprawdź dokładnie, czy trafisz na tę imprezę, która Cię interesuje - są spotkania ogólnopogańskie, są dla sympatyków Wicca, ale wśród których samych wiccan niestety nie ma, a są i takie organizowane przez arcykapłanów.

Dopytaj

Nie bój się pytać o spotkania - ale rób to z głową. Napisanie w jednym miejscu o Koziej Wólce, jak już pisałam wyżej, nie zda egzanimu. Zapytaj w kilku miejscach, na grupach facebookowych i forach, nie bój się napisać maila, jeśli znajdziesz gdzieś jakieś dane kontaktowe. Nawet, jeśli mieszkasz daleko, warto dopytać, bo może ktoś wskaże ci spotkania, o których informacji nie znalazłeś wcześniej. Jeśli pytasz o spotkania w swojej okolicy, powtarzam ponownie - podaj nazwę dużego miasta. I mean it... really... na prawdę dużego. Niestety, wciąż nie ma nas w Polsce zbyt wiele. I ponownie - upewnij się, że jesteś zrozumiany, o jaki typ spotkania ci chodzi - ogólnopogańska towarzyska nasiadówa czy możliwość poznania arcykapłana w Wicca.

Nie bój się zaryzykować

Na prawdę warto chociaż raz się poświęcić i wybrać się na spotkanie. Nie musisz przecież jechać nigdzie tak zupełnie w ciemno - możesz najpierw nawiązać kontakt z ludźmi ze spotkań przez Internet. Dać sobie czas na decyzję, czy na pewno chcesz się z nimi zadawać. Jeśli jesteś zdecydowany już, że chcesz znaleźć kowen i arcykapłanów - weź udział w spotkaniach organizowanych przez różne osoby i różne grupy, to da Ci rozeznanie kto jest kim, jaki jest, jak się dogadujecie. To niezwykle ważne, jeśli szuka się nauczyciela.

Frans Francken II - "Sabat Czarownic" 

Zrób sobie spotkanie!

Gdy wszystko zawiedzie - zorganizuj spotkanie sam! To na prawdę nie takie trudne. Procedurę zacznij od sprawdzenia zainteresowania. Napisz w Internecie, ponownie - najlepiej w kilku miejscach, że masz taki plan i kto byłby zainteresowany, tak chociaż wstępnie, żeby pojawić się na spotkaniu w twojej okolicy. Pamiętaj, że w im większym mieście zaplanujesz swoją imprezę, tym większa szansa, że zgłosi się więcej zainteresowanych.

Kiedy będziesz już mieć grupę zainteresowanych ludzi, wybierz czas i miejsce. I tu mam garść podpowiedzi - wybierz jakieś szeroko znane miejsce spotkań "w ciemno" - Stary Rynek, charakterystyczny pomnik, nietypowy budynek, najlepiej w centrum miasta. Tak najłatwiej dojechać, zwłaszcza z innej miejscowości. Dobrze też od razu podać propozycję jakiejś kawiarni czy knajpki wszystkim zainteresowanym, żeby ewentualni spóźnialscy mogli dotrzeć. Podaj też z góry wybraną datę i godzinę. Jeśli mają zjechać na spotkanie ludzie spoza danej miejscowości - doradzam weekend. Zaplanuj czas spotkania ok 3-4 tygodnie wcześniej, ale kiedy termin będzie się zbliżał - przypomnij o nim uczestnikom spotkania.

Nie próbuj jednak umawiać się tak, żeby wszystkim pasowało - nie ma sensu. Niestety, to nie możliwe dogodzić wszystkim i jeśli mają się spotkać więcej niż 3 osoby, może to być duży problem. Lepiej podać czas i miejsce spotkania z góry i ufać, że wiele osób będzie mogło się do nich dostosować. Jeśli nie pasuje - może następnym razem się uda.
Nie zrażaj się, jeśli nikt nie przyjdzie, bo i tak może się, niestety, zdażyć. Ludzie często deklarują, że przyjdą, a potem okazuje się, że coś wypada na ostatnią chwilkę, nawet jeśli to tylko data spotkania wypada z głowy. I tak bywa, że przychodzą dwie osoby, jedna, a czasem nikt się nie pojawia. To nic! Spróbuj jeszcze raz, proponując nowy termin.

10 lipca 2014

Inicjacja się tak bardzo nie liczy


Wiem, że tytuł brzmi kontrowersyjnie i że pewnie wielu z Was jest zdziwionych. W końcu sami wiccanie tak często powtarzają, jak istotna w Wicca jest inicjacja, że jest bramą i początkiem, i wcieleniem w szeregi wiccan i w kowen, i połączeniem z tradycją, i w ogóle...
I wszystko to najprawdziwsza prawda.
Dlaczego w takim razie inicjacja miała by się tak bardzo nie liczyć, jak to - nie ma znaczenia?

21 lutego 2013

Dlaczego nie czytać książek o Wicca

Generalnie jestem wielką zwolenniczą czytania i to wszystkiego. Piszę, żeby postawić sprawę jasno i żeby w trakcie czytania tej notki nie zamieszało się Wam w głowach.
Czytać można dokument i fikcję, beletrystykę i naukowe opracowania - wszystko poszerza nie tylko ogólnie pojęte horyzonty, ale też naszą wiedzę i naszą wyobraźnię. Coraz częściej jednak świat, który mnie otacza próbuje mnie przekonać, że czytać nie należy, a już na pewno nie książek dotyczących Wicca, więc zabawię się w adwokata diabła i spróbuję i Wam (tylko na chwilkę!) taki pogląd zaszczepić.

Zaczęło się, kiedy niedawno weszłam do magicznego sklepiku i zmartwiałam, zobaczywszy kolejną pozycję stworzoną przez Raven Silverwolf "Nastoletnia Czarownica. Wicca dla nowego pokolenia." To pierwsza i podstawowa wada naszego rynku wydawniczego (który jeśli chodzi o tę tematykę jest w opłakanym stanie) - książki, które mają być zgodnie tytułem czy sugestią wydawcy o Wicca prawie na pewno nie są o niej wcale. Bolączką naszych polskich wydawnictw jest publikowanie tłumaczeń amerykańskich książek, które traktują o bardzo luźnej interpretacji tego, czym jest nieinicjacyjne czarownictwo, zamiast książek o Wicca faktycznie. Na prawdę, trzeba się przekopać przez tony głupot, zanim trafi się na jakąkolwiek w miarę poważną pozycję. Ostatnia książka i dodatek do niej (kupić można razem lub oddzielnie) z instrukcjami do zaklęć miłosnych czy "jak sprawić, by nauczyciel spojrzał łaskawszym okiem" wydaje mi się po prostu szkodliwa, nie tylko dla nastoletnich czarownic, ale dla każdego niedoświadczonego czytelnika. Do tego bardzo często autorzy tych książek, wbrew opisom na okładkach, nie są wiccanami, albo nawet nie znają nikogo, kto wiccaninem jest. Dlatego zanim się zdecydujecie na przeczytanie czy kupno książki, warto zasięgnąć Drugiej Opinii, lub po prostu poradzić się bardziej doświadczonych znajomych.

Inny typ książek, którymi czytelnicy, chcący zdobyć wiedzę o Wicca, się często ekscytują, to książki z Wicca powiązane bardzo luźno i które  mają bardzo niewiele wspólnego z dzisiejszą tradycją. Przykład? Opiewane często "Współczesne czarownictwo" Gardnera. Pełno w nim jakichś strasznych bzdur, między innymi o tym, że Wicca to kult, który przetrwał ze starożytnych, przedchrześcijańskich czasów, a w który mieli być również zaangażowani Templariusze. W czasach Gardnera może były to uzasadnione tezy naukowe, ale cóż... w czasach przed Galileuszem i Kopernikiem płaskość Ziemi też wydawała się tezą uzasadnioną. Podobnie ludzie szaleją na punkcie "Białej Bogini" Gravesa czy "Aradii..." Lelanda i podane tam tezy czy zwyczaje przytaczają później jako wiccańskie. Nic bardziej mylnego! Owszem, pewne fragmenty, wyjątki mogły być inspiracją dla Gardnera czy innych czarownic, które zdecydowały się je później wprowadzić do swojej praktyki, ale nic więcej! Dlatego książki te bardziej zaciemniają obraz Wicca, niż rzeczywiście go pokazują.

No dobrze, a co w takim razie z książkami pisanymi przez współczesnych, inicjowanych i doświadczonych wiccan? Otóż tych nie należy czytać również. Książki te bowiem najczęściej nie zawierają wiedzy, jedynie wskazówki albo (co gorsza dla początkujących w temacie) przemyślenia. Paradoksalnie może to zawęzić czytelnikowi ogląd na Wicca ze wszystkich spojrzeń, jakie mógłby sam wypracować, do wskazanego przez autora. Może rozbudzić pewne oczekiwania lub chęć odczuwania pewnych emocji i doznań, których czytelnik nigdy nie będzie miał - w końcu każdy jest indywidualną jednostką, a doświadczenia w Wicca są bardzo indywidualne, a za to zamknąć go na to, co sam mógłby przeżyć. Może narzucić pewne tryby myślenia, analogie, podczas gdy czytelnik mógłby wypracować swoje, lepiej dla niego działające i bardziej odpowiednie, niż te które wyczytał.

Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego wszystkiego nadal pamiętacie, kochani Czytelnicy, że się z Wami droczę, ale chciałam tą notką zwrócić Waszą uwagę na niezwykle istotną rzecz. Lektury dotyczące Wicca należy dobierać ze szczególną uwagą, jeśli człowiek nie chce sobie zamieszać w głowie. I zawsze należy mieć tę głowę otwartą, gotową odsiać plewy, gotową przyjąć nowe pomysły. W każdym momencie możecie z resztą poradzić się osób bardziej od Was doświadczonych w temacie danej książki czy autora. Ja zaś dalej trzymam kciuki za polski rynek wydawniczy, by w końcu zaczęło ukazywać się więcej dobrych, mądrych i przemyślanych książek zamiast wszechobecnej tandety.

I pamiętajcie, Drodzy Czytelnicy, że w Wicca najważniejsze jest doświadczanie i przeżywanie, a tego nie dadzą Wam żadne książki. Nic nie zastąpi kontaktu z żywym wiccaninem, który na bieżąco wyjaśni wątpliwości i przedstawi różne punkty widzenia, a może, kto wie, wskaże drogę do inicjacji i pełnego przeżycia misterium. Nie po książkowemu. Po swojemu.

26 grudnia 2012

Nowa odsłona "Wiccańskiego Kręgu"

Kochani Czytelnicy!

Jak być może część z Was już zauważyła - na stronie Wiccańskiego Kręgu zaszły ogromne zmiany! Strona ma od niedawna zupełnie nowy układ i nową szatę graficzną. Łatwe w obsłudze menu znacznie uprościło korzystanie ze strony. Poza dotychczasowymi artykułami, pogłębiającymi wiedzę i ukazującymi przemyślenia wiccan z Polski i Świata, na stronie znajdziecie teraz również informację o naszej linii przekazu, link do forum, wiadomości o najnowszych artykułach i nadchodzących spotkaniach, link do sklepu wiccańskiego i księżycowy kalendarz. 
Podstawowe wiadomości o Wicca znajdziecie w linkach ze strony głównej w nowej sekcji - Kociołek Inspiracji. W Biblioteczce natomiast znajdziecie wszystkie dotychczasowe i nowe artykuły.

Strona nie jest jeszcze w zupełnie skończona, wszystkie dotychczasowe artykuły będą musiały być poprawione, bo nawigacja na nich ciągle jeszcze odpowiada staremu układowi. Jeśli zobaczycie, że coś nie działa, to proszę, zgłaszajcie to zespołowi redakcyjnemu przez forum lub maila redakcyjnego. Na pewno będzie kilka potknięć jak to zazwyczaj bywa przy nowej zupełnie stronie. Jesteśmy ciekawi Waszych odczuć zarówno pozytywnych jak i mniej dobrych, tym niemniej mamy nadzieję, że strona Wam się spodoba. Chociaż jeśli tak będzie, to prace nad nią pewnie nigdy nie dobiegnie do końca, bo będzie musiała wciąż się rozwijać, by sprostać kolejnym zdaniom, stawianym przez przyszłość i kolejnym wymaganiom naszych drogich Czytelników.


23 stycznia 2012

Druga Opinia

Obecnie w Internecie (i w realu również) pojawia się niezliczona ilość różnych rodzajów czarownictwa oraz grup pozorujących Wicca w wielu krajach, powstaje coraz więcej różnej jakości stron internetowych. W związku z tym coraz ważniejsze dla osób poszukujących kontaktów z wiccanami, staje się możliwość sprawdzenia czy napotkana grupa jest częścią tradycji inicjacyjnej czy nie.

Z kolei dla nas, wiccan inicjowanych, ważne jest byśmy umożliwili takim osobom sprawdzenie, czy grupa, z którą nawiązali kontakt, jest prawdziwym wiccańskim kowenem. Dlatego właśnie w ubiegłym roku w Holandii została stworzona inicjatywa Druga Opinia.

Druga Opinia - to inicjatywa zapoczątkowana przez Merlina Sythove. Jest ona prostym i efektywnym sposobem na osiągniecie wyżej wymienionych celów. Dzisiaj ta inicjatywa istnieje juz w kilku europejskich krajach. Od niedawna przenosimy ją na polski grunt - nie jest tajemnicą, że od lat istnieje potrzeba weryfikacji informacji, które propagują na swój temat różni internauci. Dlatego gorąco zachęcam, aby się z inicjatywą zapoznać oraz jak najszerzej rozpropagować w środowisku pogańskim i czarowniczym

Inicjatywa "Druga Opinia"


Pozdrawiam!