21 lutego 2013

Dlaczego nie czytać książek o Wicca

Generalnie jestem wielką zwolenniczą czytania i to wszystkiego. Piszę, żeby postawić sprawę jasno i żeby w trakcie czytania tej notki nie zamieszało się Wam w głowach.
Czytać można dokument i fikcję, beletrystykę i naukowe opracowania - wszystko poszerza nie tylko ogólnie pojęte horyzonty, ale też naszą wiedzę i naszą wyobraźnię. Coraz częściej jednak świat, który mnie otacza próbuje mnie przekonać, że czytać nie należy, a już na pewno nie książek dotyczących Wicca, więc zabawię się w adwokata diabła i spróbuję i Wam (tylko na chwilkę!) taki pogląd zaszczepić.

Zaczęło się, kiedy niedawno weszłam do magicznego sklepiku i zmartwiałam, zobaczywszy kolejną pozycję stworzoną przez Raven Silverwolf "Nastoletnia Czarownica. Wicca dla nowego pokolenia." To pierwsza i podstawowa wada naszego rynku wydawniczego (który jeśli chodzi o tę tematykę jest w opłakanym stanie) - książki, które mają być zgodnie tytułem czy sugestią wydawcy o Wicca prawie na pewno nie są o niej wcale. Bolączką naszych polskich wydawnictw jest publikowanie tłumaczeń amerykańskich książek, które traktują o bardzo luźnej interpretacji tego, czym jest nieinicjacyjne czarownictwo, zamiast książek o Wicca faktycznie. Na prawdę, trzeba się przekopać przez tony głupot, zanim trafi się na jakąkolwiek w miarę poważną pozycję. Ostatnia książka i dodatek do niej (kupić można razem lub oddzielnie) z instrukcjami do zaklęć miłosnych czy "jak sprawić, by nauczyciel spojrzał łaskawszym okiem" wydaje mi się po prostu szkodliwa, nie tylko dla nastoletnich czarownic, ale dla każdego niedoświadczonego czytelnika. Do tego bardzo często autorzy tych książek, wbrew opisom na okładkach, nie są wiccanami, albo nawet nie znają nikogo, kto wiccaninem jest. Dlatego zanim się zdecydujecie na przeczytanie czy kupno książki, warto zasięgnąć Drugiej Opinii, lub po prostu poradzić się bardziej doświadczonych znajomych.

Inny typ książek, którymi czytelnicy, chcący zdobyć wiedzę o Wicca, się często ekscytują, to książki z Wicca powiązane bardzo luźno i które  mają bardzo niewiele wspólnego z dzisiejszą tradycją. Przykład? Opiewane często "Współczesne czarownictwo" Gardnera. Pełno w nim jakichś strasznych bzdur, między innymi o tym, że Wicca to kult, który przetrwał ze starożytnych, przedchrześcijańskich czasów, a w który mieli być również zaangażowani Templariusze. W czasach Gardnera może były to uzasadnione tezy naukowe, ale cóż... w czasach przed Galileuszem i Kopernikiem płaskość Ziemi też wydawała się tezą uzasadnioną. Podobnie ludzie szaleją na punkcie "Białej Bogini" Gravesa czy "Aradii..." Lelanda i podane tam tezy czy zwyczaje przytaczają później jako wiccańskie. Nic bardziej mylnego! Owszem, pewne fragmenty, wyjątki mogły być inspiracją dla Gardnera czy innych czarownic, które zdecydowały się je później wprowadzić do swojej praktyki, ale nic więcej! Dlatego książki te bardziej zaciemniają obraz Wicca, niż rzeczywiście go pokazują.

No dobrze, a co w takim razie z książkami pisanymi przez współczesnych, inicjowanych i doświadczonych wiccan? Otóż tych nie należy czytać również. Książki te bowiem najczęściej nie zawierają wiedzy, jedynie wskazówki albo (co gorsza dla początkujących w temacie) przemyślenia. Paradoksalnie może to zawęzić czytelnikowi ogląd na Wicca ze wszystkich spojrzeń, jakie mógłby sam wypracować, do wskazanego przez autora. Może rozbudzić pewne oczekiwania lub chęć odczuwania pewnych emocji i doznań, których czytelnik nigdy nie będzie miał - w końcu każdy jest indywidualną jednostką, a doświadczenia w Wicca są bardzo indywidualne, a za to zamknąć go na to, co sam mógłby przeżyć. Może narzucić pewne tryby myślenia, analogie, podczas gdy czytelnik mógłby wypracować swoje, lepiej dla niego działające i bardziej odpowiednie, niż te które wyczytał.

Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego wszystkiego nadal pamiętacie, kochani Czytelnicy, że się z Wami droczę, ale chciałam tą notką zwrócić Waszą uwagę na niezwykle istotną rzecz. Lektury dotyczące Wicca należy dobierać ze szczególną uwagą, jeśli człowiek nie chce sobie zamieszać w głowie. I zawsze należy mieć tę głowę otwartą, gotową odsiać plewy, gotową przyjąć nowe pomysły. W każdym momencie możecie z resztą poradzić się osób bardziej od Was doświadczonych w temacie danej książki czy autora. Ja zaś dalej trzymam kciuki za polski rynek wydawniczy, by w końcu zaczęło ukazywać się więcej dobrych, mądrych i przemyślanych książek zamiast wszechobecnej tandety.

I pamiętajcie, Drodzy Czytelnicy, że w Wicca najważniejsze jest doświadczanie i przeżywanie, a tego nie dadzą Wam żadne książki. Nic nie zastąpi kontaktu z żywym wiccaninem, który na bieżąco wyjaśni wątpliwości i przedstawi różne punkty widzenia, a może, kto wie, wskaże drogę do inicjacji i pełnego przeżycia misterium. Nie po książkowemu. Po swojemu.

17 lutego 2013

Po co wiedźmy piszą blogi

Przeczytałam niedawno (choć ma już kilka dobrych tygodni) fantastyczny wpis na blogu Mojmiry pt. "Po co wiedźmy chodzą do wróżki", który bardzo wielu osobom może odświeżyć perspektywę i pozwolić na nowo spojrzeć na czarownice, które umieją się przyznać, że nie są wszechwiedzące, a potrzebują czasem pomocy i zdania osoby "z zewnątrz".
Przez niego zaczęłam się zastanawiać po co wiedźmy piszą blogi. Co oznacza być wiccaninem - blogerem? Czy to do czegoś zobowiązuje? Co to znaczy być blogerem w ogóle?
Żeby to rozstrzygnąć trzeba wrócić do podstaw, czyli do definicji, czym jest blog. "Słownik języka polskiego" PWN podaje, że Blog to "dziennik prowadzony przez internautę na stronach WWW". Proste, prawda? Za proste, zbyt ogólne jak na potrzeby dalszych rozważań, choć pewnie okazałoby się bardziej skomplikowane, gdyby zweryfikować czym jako przedmiot lub forma literacka może być "dziennik". Zasięgnęłam więc (jak każdy chyba internauta) opinii Cioci-Wikipedii w tej sprawie. Oto, jakie informacje (między innymi) można tam zdobyć:

Blog od wielu innych stron internetowych różni się zawartością. Niegdyś weblogi utożsamiano ze stronami osobistymi (czy domowymi). Dziś ten pogląd wydaje się nieuzasadniony, wciąż jednak od innych stron internetowych blogi odróżnia bardziej personalny charakter treści: częściej stosowana jest narracja pierwszoosobowa, a fakty nierzadko przeplatają się z opiniami autora. Ponadto można spotkać się z definicją bloga jako sposobu komunikacji.

 Poza definicjami podanych jest jeszcze wiele kategoryzacji i sposobu podziału blogów, jednak Wikipedia nie podaje podkategorii blogów tematycznych. Wydaje mi się, że to dlatego, że blog - tak jak strona internetowa - może być dosłownie o wszystkim. Co więcej, o ile strony internetowe zwykle są tematyczne, tak blogi wcale nie muszą być, bo stanowią tylko i wyłącznie dziennik autora. Są zapiskami tego, czym bloger chce się podzielić ze światem.

Kim zatem jest wiedźma - bloger? Tym samym zupełnie, co każdy inny bloger. Jak każdy normalny człowiek odczuwa czasem potrzebę dzielenia się swoimi przemyśleniami, najróżniejszymi, a czasem głupotami, też najróżniejszymi. Bo czarownica - jak wspomniany przy innej okazji fizyk kwantowy, hydraulik czy śpiewak operowy jest normalnym człowiekiem, czującym potrzebę komunikacji z innym człowiekiem, nie tylko przez obwieszczanie swoich myśli, ale też przez kontakt z czytelnikiem, przez słuchanie (czytanie) co inni ludzie mają na temat tych myśli do powiedzenia. Poza byciem kapłanem, wiccanie mają zwyczajne, "świeckie" życie, codzienne troski i codzienne sprawy. Wiccanin dużo swojego życia poświęca dla Wicca, a jednak nie musi być to jedyna sprawa, w której się wypowiada.

Bo jeśli tak jest, jeśli nie ma się potrzeby powiedzenia opinii w innej niż Wicca sprawie, jeśli nie chce się znać opinii czytelników na temat swoich opinii, jeśli nie poszukuje się kontaktu z drugim człowiekiem, to się go odpycha, to łatwo się wtedy nadąć i napuszyć i stracić kontakt z rzeczywistością.

6 lutego 2013

Spotkania, spotkania...

Kochani Czytelnicy - mam dla Was kilka informacji o przeróżnych spotkaniach, które się odbyły lub odbywać będą.

Zacznę od spotkania, które miało miejsce w Poznaniu, 2-giego lutego.
Muszę przyznać, że jestem trochę zawiedziona, bo na naszym Imbolcowym spotkaniu pojawiła się... jedna osoba. Czekaliśmy na pętli Garbary, aż ktoś się pojawił, a że, mimo wcześniejszych zapowiedzi, padało, popędziliśmy na Stary Rynek, żeby sprawdzić, czy nikt tam o 11:00 nie będzie czekał. Nie czekał.
Mimo to południe udało się, poszliśmy na gorącą herbatę, która nas trochę rozgrzała po czekaniu na zimnie, a potem wróciliśmy do domów, zahaczając po drodze o sklepik "CUD", którego mój towarzysz wcześniej nie znał.
Było całkiem miło, ale nie będę ukrywać, że trochę mi przykro, bo wymyśliłam, wydaje mi się, coś fajnego. Pewnie tego pomysłu i tak by się nie dało zrealizować ze względu na iście imbolcową pogodę (czyli śnieg z deszczem), ale mimo pogody stawiłam się w obu umówionych miejscach i marzłam. Będę więc trwać myślami przy spotkaniu marcowym, które odbędzie się 16 lub 17 marca i, na które mam nadzieję, przyjdzie więcej osób.
Poza tym proszę pamiętać, że między jednym a drugim spotkaniem ja nie wyparowuję, więc można próbować mnie porwać na kawę po pracy ;) Kontakt jak zwykle - mailowy.

Informacja numer dwa - odnośnie 23-go lutego. Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie będę w Warszawie na spotkaniu, na którym między innymi będzie Agni. Mam nadzieję, że jeśli pojawią się jakieś pytania związane z Wicca, będę mogła pomóc jej w udzielaniu na nie odpowiedzi.

Kolejna sprawa Wiccanisko 2013
To już się luty zrobił, więc czas najwyższy czas podjąć decyzję: czy organizujemy Wiccanisko w tym roku?
Możliwy termin to 26-28 lipca, miejsce najprawdopodobniej położone mniej-więcej w centralnej Polsce (jeszcze nie wyznaczone), cena nie powinna przekroczyć za 250 zł za 2 noclegi z pełnym wyżywieniem, ogniskami, uwzględnia też ewentualne nieprzewidziane wydatki. Wstępne zgłoszenia zbieramy na forum Wiccańskiego Kręgu, natomiast uprzedzamy, że organizacja Wiccaniska zależy TYLKO I WYŁĄCZNIE od liczy chętnych!
Niezdecydowanym polecam lekturę relacji z poprzednich edycji na stronie Wiccańskiego Kręgu oraz na blogu tutaj i tutaj .

I ostatnie zaproszenie - na Czesko-Morawską Konferencję Czarownic, odbywającą się niedaleko za polską granicą.  Jest organizowana między innymi przez Jakuba, który pozostaje w kontakcie ze znanymi mi czarownicami, między innymi Agni i Mike’iem, ale też Vivianne i Chrisem Crowley, którzy poprowadzą na BMWC warsztat „Phoenix Rising”, czyli Powstanie Feniksa. Zachęcam do zapoznania się ze stroną - dostępne języki to angielki i czeski. http://www.bmwc.org/ Natomiast osobiście bardzo żałuję, bo jest to jedyne spotkanie z całej dzisiejszej listy, na którym mnie nie będzie.

Na razie to tyle, ale będę informować o kolejnych wydarzeniach!
Pozdrawiam i wszystkim Czytelnikom ślę ciepłe, wiosenne, imbolcowe pozdrowienia, pełne Słońca, ciepła ognia, mimo tych wszystkich śniegów i mrozów wciąż walczących o utrzymanie silnej pozycji za naszymi oknami.

29 stycznia 2013

Na językach



Warto pochylić się czasem nad językiem ojczystym oraz nad innymi językami  które przychodzi nam w życiu poznać. Kwestia znajomości języków obcych staje się coraz bardziej oczywista. W zasadzie w wielu środowiskach, miejscach, okolicznościach staje się koniecznością, a korzystanie z Internetu bez znajomości podstaw angielskiego wydaje się niemal niemożliwe (może nie wykluczone, ale mocno ograniczone). Między ludźmi młodymi, wykształconymi, posługującymi się komputerami znajomość angielskiego, a najczęściej jeszcze innego, dodatkowego języka, powoli zaczyna stawać się normą. Czasem aż sama żałuję, że nie przykładałam się bardziej do niemieckiego, bo właściwie w moim środowisku i branży, w której pracuję  język angielski trudno już nazwać „obcym”.

Czarownicze języki 

Skąd takie rozważania pojawiły się na Czarowniczym blogu? Stąd, że jestem właśnie po cudownie relaksującym psychicznie i fizycznie, a jednak bardzo wymagającym intelektualnie weekendzie, a wiem, że czeka mnie jeszcze dużo więcej pracy, związanej z językami właśnie. Tłumaczenie z języka angielskiego na polski tekstów pisanych poezją i prozą, archaizowanych w różnym stopniu, różnie rytmizowanych i rymowanych jest zadaniem bardzo ciężkim. To nad tym głowiłam się kilka dni, w gronie kilku jeszcze innych osób. Jak to mawiają złośliwi seksiści - przekład jest jak kobieta: albo piękny albo wierny, choć tak by się chciało mieć i jedno i drugie. A każdy z tekstów musi być piękny i wierny z osobna i jako całość, jaką tworzą. Każdy musi zachować wierność przekazu i piękno obrazu, który tworzy wraz z kolejnymi słowami. Wszystkie zaś teksty tworzą unikalną całość, która będzie przekazywana dalej, z pokolenia na pokolenie, więc musi pozostać spójna. 
 (Nie wspominając o tym, że korekta interpunkcyjna i skład tej całości zapewne mnie przypadnie w udziale.)

Lekcje nadobowiązkowe

Po co to, skoro posługuję się językiem angielskim na tyle płynnie, by polskiego nie używać? By nawet te archaizmy w prozie i poezji rozumieć? Dla tych, co przyjdą po nas, chciałoby się powiedzieć. Już za moimi plecami stoją moi przyszli uczniowie, którzy nie będą angielskiego znać, bo choć „I am from Poland” czy „My name is…” rozpowszechniło się szeroko, to, jakby nie spojrzeć, niektóre teksty są trudne, a wciąż wiele osób po angielsku mówi bardzo słabo. Albo wcale. W zasadzie w wielu środowiskach, miejscach, okolicznościach znajomość języków obcych staje się koniecznością. Ale nie wszystkich. I nie ma (na szczęście!) w naszym kraju przymusu, aby się porozumiewać w innym niż polski języku.

A po moich uczniach przyjdą ich uczniowie, i kolejni adepci Wicca po nich. Po to jest ten wysiłek. Aby nie musieć odtrącać żadnej osoby, która mogła by być wspaniałym wiccaninem, lecz nie zna angielskiego. Lub też by nie zmuszać nikogo, by uczył się wypowiadać słowa, których sensu nie rozumie i nie czuje. Po to jest ten mój, ale i innych osób, wysiłek, aby ulżyć zbędnego wysiłku innym, by obniżać troszkę bariery, które bez naszej pomocy staną się nie do przeskoczenia.

Moi przyszli Uczniowie i Uczniowie moich Uczniów i Wy wszyscy, którzy przyjdziecie po nich!
Ten wysiłek włożony w tłumaczenie „Księgi Cieni” - to dla Was!

16 stycznia 2013

Prozelityzm? Byle grzecznie!

"Grzeczność nie jest nauką łatwą ani małą" – pisał niegdyś Adam Mickiewicz, a okazuje się, że sprawa jest tak bardzo aktualna, zwłaszcza w kontaktach między ludźmi, którzy są sobie obcy lub prawie obcy.
Pisząc w internecie bloga, udzielając się na forach czy współtworząc stroną internetową czasem muszę swojego maila podawać, co jest zrozumiałe, nawet publicznie. (Na szczęście sprawy czasu wolnego i służbowe trzymam osobno.) Mimo to wciąż zadziwia mnie agresja, z jaką zwracają się do mnie niektórzy przedstawiciele niektórych wyznań chrześcijańskich. Wielu z nas w Polsce Chrześcijaństwo kojarzy się, niejako automatycznie, z katolicyzmem, lecz, możecie mi wierzyć, w tym wypadku jest jednak inaczej bowiem – jak lubię podkreślać – ze strony katolików nigdy nie spotkała mnie żadna przykrość.
Wiem również, że za każdego nawróconego chrześcijanie mają dodatkowe „punkty” u swego Boga, jest to poczytywane za wskazane i słuszne upominać błądzących i nawracać grzeszników. Dla mnie – jak również lubię podkreślać – rozmowy z ludźmi takiego wyznania są niezwykle kształcące, pobudzają do refleksji i, nie ukrywam, bardzo je lubię, jeśli odbywają się kulturalnie. Jednak agresywny prozelityzm – nawracanie na swoją wiarę, czasem mimo stanowczych oporów nawracanego, jest zwyczajnie przykry.

Ostatnio taka właśnie przykra niespodzianka czekała na mnie w mailu od zupełnie obcej osoby. Owa osoba przysłała mi oklepany dość, przyznaję, cytat z „Objawienia Jana”, i filmik na YT dotyczący nawrócenia byłego okultysty. Przykro mi się zrobiło, ponieważ miałam wrażenie, że osoba ta albo grozi mi spaleniem w siarce – wszak Biblię można różnie interpretować, albo obraża moją inteligencję sądząc, że po jednym filmiku tak nagle zawrócę z mojej wybranej, wymedytowanej, wypracowanej i wystudiowanej ścieżki. Pomijając już fakt, że filmów na YT nie mogę za bardzo oglądać, zważywszy na prędkość transferu darmowego WiFi w centrach handlowych, gdzie zażywam Internetu ;)
Natomiast grzecznie poprosiłam w odpowiedzi, aby takich maili do mnie nie wysyłać, bo, choć rozumiem, że to z troski, to ja osób obcych nie nagabuję.
Odpowiedź była wielce zaskakująca, bo osoba (nadal bez płci i imienia) wysłała mi w odpowiedzi link do kolejnego filmu - „Byłem gangsterem”. Ogarnęła mnie konsternacja niesamowita – czy osoba ta uważa, że mam przeszłość kryminalną? Czy też to mogło być wyznanie z jej strony? W takim zastanowieniu doczekałam maila trzeciego, z którego można było przynajmniej wywnioskować, że do czynienia mam z mężczyzną, o imieniu jednak wciąż nieznanym. Pan ten, lecąc bezpośrednio na „ty” wytknął mi fakt, że mój mail jest publicznie znany (no jak bym nie wiedziała!) i że jakiś właściciel mojego tchnienia dał życie za mnie i co ja na to. Na szczęście moja korespondencja z Panem Tajemniczym dobiegła końca – na razie.

Niestety dla tego Pana przy kolejnych próbach jego maile wylądują w spamie, między reklamami materaców a „zachęta do praca przez Internet, duży zarobki”. Nie dlatego, żebym coś miała, przeciwko dyskusjom, rozmowom, rozważaniom, nawet (a może zwłaszcza) inicjowanym przez inne osoby. Ale grzeczność wymaga przedstawić się, odnosić się do rozmówcy tak, jak chcielibyśmy, by on się odnosił do nas, nie lekceważyć go. Mam nieodparte wrażenie i pewne poszlaki, że dla owego Pana nie byłam wcale partnerem w dyskusji, ale kolejnym bluźniercą do nawrócenia „na taśmie”. Żadnych konkretów (równie dobrze Pan ten mógł być wyznawcą Latającego Potwora Spaghetti), żadnej uprzejmości, żadnego szacunku.

Pamiętajcie o tym, kochani Czytelnicy, pisząc do mnie, do redakcji gazety czy strony internetowej, czy do kogokolwiek innego – wymiana maili, listów, to też pewien rodzaj rozmowy, w którym obowiązuje savoir-vivre, zwłaszcza, jeśli dotyczy tak subtelnego tematu jak wiara i wyznanie. Jeśli chcecie taką rozmowę zacząć – róbcie to z głową!

Pozdrawiam!

2 stycznia 2013

Stare i Nowe

Witam w Nowym 2013 Roku, Kochani Czytelnicy!

Wszystkim Wam pragnę złożyć serdeczne życzenia uśmiechu na wszystkie 365 jego dni, pomyślnej realizacji planów i spełnienia marzeń w nadchodzących miesiącach.

 Nowy Rok to też dobra okazja, żeby spojrzeć za siebie i pomyśleć o tym, co wydarzyło się w ciągu poprzednich tygodni, pozwolę sobie więc na małe podsumowanie.

Blog został otwarty w styczniu, można więc rzec, że właściwie już mija pierwsza jego rocznica. Od tego momentu pojawiały się wpisy, w sumie , w zasadzie, jak to na blogach bywa, o różnej tematyce, jednak starałam się generalnie trzymać tematów wiccańskich. Mam nadzieję, że w miarę się to udaje, chociaż moje możliwości pisania na blogu znacznie zmalały.

Wspominałam Wam, że nie mam w mieszkaniu Internetu, teraz już od 3 miesięcy? Na pewno nie raz, bo urągam na to strasznie - do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja i choć parę lat temu bieganie do kafejki internetowej wydawało się normalne dziś jest dziwactwem, do którego jestem zmuszona. Wszystko w związku z przeprowadzką, do której byłam zmuszona i wynajmuję teraz pokój w mieszkaniu, w którym, choć jest niemal w samym centrum miasta, nie ma do Internetu dostępu a kablówka na położenie światłowodu i puszczenie sygnału potrzebuje więcej niż kwartał. No trudno.

W życiu zawodowym za to - same plusy. Mam normalną, stałą, ośmiogodzinną pracę. Nie w zawodzie co prawda, bo trudno jeszcze o pracę dla biotechnologów, ale w komputrach zawsze dobrze mi szło, to i w komputrach z pełnym zadowoleniem ze swojej sytuacji siedzę. I każdemu takiej pracy i takich szefów życzę.

Wracając zaś do bloga - przepraszam, że znów się nam wkradają kolejne "podsumowania", ale sami rozumiecie... Pięć tysięcy kliknięć to nie przelewki...
Dziękuję wszystkim za czytanie i odwiedziny, zachęcam do dalszego śledzenia Czarowniczego Bloga!


26 grudnia 2012

Nowa odsłona "Wiccańskiego Kręgu"

Kochani Czytelnicy!

Jak być może część z Was już zauważyła - na stronie Wiccańskiego Kręgu zaszły ogromne zmiany! Strona ma od niedawna zupełnie nowy układ i nową szatę graficzną. Łatwe w obsłudze menu znacznie uprościło korzystanie ze strony. Poza dotychczasowymi artykułami, pogłębiającymi wiedzę i ukazującymi przemyślenia wiccan z Polski i Świata, na stronie znajdziecie teraz również informację o naszej linii przekazu, link do forum, wiadomości o najnowszych artykułach i nadchodzących spotkaniach, link do sklepu wiccańskiego i księżycowy kalendarz. 
Podstawowe wiadomości o Wicca znajdziecie w linkach ze strony głównej w nowej sekcji - Kociołek Inspiracji. W Biblioteczce natomiast znajdziecie wszystkie dotychczasowe i nowe artykuły.

Strona nie jest jeszcze w zupełnie skończona, wszystkie dotychczasowe artykuły będą musiały być poprawione, bo nawigacja na nich ciągle jeszcze odpowiada staremu układowi. Jeśli zobaczycie, że coś nie działa, to proszę, zgłaszajcie to zespołowi redakcyjnemu przez forum lub maila redakcyjnego. Na pewno będzie kilka potknięć jak to zazwyczaj bywa przy nowej zupełnie stronie. Jesteśmy ciekawi Waszych odczuć zarówno pozytywnych jak i mniej dobrych, tym niemniej mamy nadzieję, że strona Wam się spodoba. Chociaż jeśli tak będzie, to prace nad nią pewnie nigdy nie dobiegnie do końca, bo będzie musiała wciąż się rozwijać, by sprostać kolejnym zdaniom, stawianym przez przyszłość i kolejnym wymaganiom naszych drogich Czytelników.


22 grudnia 2012

Wesołego Świętowania! Szczęśliwego Nowego Roku!

Podobno wiele wieków temu Starożytni Celtowie Nowy Rok, a jednocześnie koniec Starego obchodzili w Samhein, choć w zasadzie sam dzień święta nie należał ani do Nowego ani do Starego.
Wiccańskie święta Koła Roku są oparte w dużej mierze na kalendarzu Celtów, ale jakoś nigdy mi nie pasowało świętowanie końca i początku w listopadzie. Zimno, szaro, mokro... smutno po prostu. Mimo to jakoś się ten pogląd o początku roku utarł i dziś wiele osób wydaje się być zdziwionych, kiedy czarownice nie utożsamiają Samhein z Sylwestrem.
Czas po Samhein dla mnie wydaje się być "czasem niczyim" - Stare się skończyło z końcem lata, z końcem złotej jesieni, zaczęło się... no właśnie, co? Taki szary czas, który ja wykorzystuję na skupienie się na sobie, na swoim wnętrzu, na uspokojeniu się... chociaż przyznaję, że wychodzi to różnie. Ale Nowe dla mnie zaczyna się w Yule - w Przesilenie, kiedy nowe Słońce rodzi się, powstaje z nową mocą i, choć na początku jest słabe i jeszcze jest zimno, to jakoś tak inaczej myśli się o świecie, kiedy dzień się wydłuża, powoli robi się jaśniej i cieplej, ze świadomością nadchodzącej wiosny.
Piękne z resztą miałam ze Słońcem powitanie tegorocznego Przesilenia. Szłam przez park do pracy - jak co dzień i jak co dzień parkową alejką wspinałam się na niewielkie w tym parczku wzniesienie. Kiedy już się na nie wspięłam - zobaczyłam go. Piękne, złote, absolutnie wielkie i pełne mocy, choć zakryte półprzejrzystą szatą chmur - Słońce. Wydawało się ogromne, nisko, między pniami drzew, wydawało się przez chwilę, że idzie do mnie. Wzruszyłam się tak, że aż łzy same poszły z oczu.
Przemknęło mi nawet przez myśl, żeby zrobić zdjęcie, ale wstyd mi trochę było próbować uchwycić w kadr coś tak... niesamowitego.

Tak więc - po tym przydługim wstępnie - z okazji niedawnego Przesilenia oraz nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia, Chanuka i Słońca Niezwyciężonego życzę wszystkim Czytelnikom dużo, dużo... wszystkiego dobrego po prostu. Spełniania marzeń, zdrowia, dóbr duchowych i materialnych, bliskości rodziny i przyjaciół oraz wiele miłości i uśmiechu w każdym dniu tego Nowego Roku.

Pozdrawiam!

13 grudnia 2012

Spotkania w Poznaniu

Drodzy Czytelnicy!

Część z Was wie, że przez wiele lat organizowałam spotkania pogańskie dla pogan różnych ścieżek (o charakterze towarzyskim, luźnym), które odbywały się w Poznaniu w ostatnie piątki miesiąca. W ostatnich miesiącach ich nie było, ponieważ - jak część z Was również wie - miałam i będę miała nadal poważne utrudnienia w normalnym korzystaniu z Internetu. Bardzo wszystkich przepraszam za zaistniałą sytuację, bo z powodu zaistniałej sytuacji praktycznie nie mogłam spotkania ani ogłosić, ani odwołać.

Chciałam natomiast powiadomić, że chciałabym zrezygnować z prowadzenia regularnych spotkań ogólnopogańskich. Jeśli ktoś zdecyduje się takie spotkania dalej prowadzić, chętnie się na nich pojawię od czasu do czasu, jednak czuję, że ich organizacja nie jest już dla mnie.

Za to mam nadzieję organizować raz po raz, nieregularnie, spotkania dla osób zainteresowanych Wicca. Jak wspominam – spotkania będą nieregularne, więc liczę na kontakt ze strony osób zainteresowanych.

Pierwsze takie spotkanie mogłoby się odbyć 2giego lutego - o ile będą chętni. To na razie wstępna propozycja, ale mam nadzieję, że uda się nam miło porozmawiać i urządzić jakąś skromną celebrację Imbolc.

Dajcie więc znać, kto z Was miałby ochotę raz po raz spotkać się w Poznaniu - najlepiej napiszcie maila lub prywatną wiadomość na Forum Wiccańskiego Kręgu. Na forum jest również  toppic, w którym będziemy rozmawiać o spotkaniach.

Pozdrawiam!

6 grudnia 2012

Konferencja o Wicca Tradycyjnym (PFI PL) sierpień 2012

W upalną, słoneczną niedzielę, 19 sierpnia odbyła się w Warszawie konferencja dotycząca Wicca organizowana przez Polską Sekcję Międzynarodowej Federacji Pogańskiej. Była ona otwarta dla wszystkich, więc każdy, kto zechciał mógł przyjść i posłuchać wykładów, wziąć udział w dyskusji. Wielu ze słuchaczy było uczestnikami Wiccaniska ponieważ – jak już wspomniałam w poprzednim wpisie – konferencja odbyła się bezpośrednio po nim.
Ponieważ w poprzedniej edycji konferencji referentami byli panowie, tym razem swoje wykłady zaprezentowały panie – wiccanki, które skupiły się na żywiołach Powietrza i Ognia, zatem tematy oscylowały wokół inicjacji, oświecenia, nauki i przemian, jakie się w nas dokonują podczas tych procesów.

Po tym, jak Luiza – koordynatorka PFI PL, powitała wszystkich obecnych, swój wykład na temat Powołania, Przebudzenia i Oświecenia zaczęła Agni - skrypt tego wykładu można przeczytać na stronie Wiccańskiego Kręgu. Kolejny wykład - połączony z dyskusją - przedstawiła Enenna. Nosił on tytuł "Zen niczego nie uczy", a opowiadał o tym, że wykonywanie poleceń nauczyciela bez ich rozumienia jest zupełnie pozbawione sensu, jeśli sami nie pracujemy nad swoją wiedzą i nie doświadczamy wiccańskich Bogów w rytuale. Ja miałam kolejną prelekcję - starałam się przedstawić inicjację jako próbę ognia - porównywałam kolejne stopnie inicjacji do stopni cechowych i starałam się pokazać procesy towarzyszące inicjacjom w korelacji z przemianami alchemicznymi. Ostatnią prelegentką była Wiedrona, która przedstawiła historię Bogiń i kobiet poprzez wieki oraz co wiccanki mówią same o sobie.
Po prelekcjach rozpoczął się panel dyskusyjny, prowokowany "pytaniami z kapelusza" - każdy uczestnik miał szansę anominowego zadania pytania prelegentom, innym wiccanom i wszystkim uczestnikom konferencji.

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy zechcieli mnie wysłuchać. Może kiedyś uda mi się porządnie opisać to, o czym mówiłam, bo wiem, że kolosalnie się jąkałam i mogłam przedstawić swoje myśli o wiele lepiej. Niestety, muszę to zrzucić na karb zmęczenia po Wiccanisku. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.

Wszystkim uczestnikom konferencji serdecznie dziękuję za przybycie i wysłuchanie mnie i moich koleżanek.
Mam nadzieję, że dowiedzieliście się czegoś ciekawego i że przy następnej okazji również wybierzecie się na podobne wydarzenie.