21 marca 2017

Lekcja płynąca z deszczy


Równonoc przyszła i poszła jakoś wyjątkowo łagodnie w tym roku. Nie było wielkiego zaćmienia, jak rok temu. Nie było gwałtownej Burzy, jak przed dwoma laty.

Ot, od jakiegoś czasu jest trochę cieplej, trochę znów zimniej, śnieg ustąpił miejsca deszczowi i jakoś tak powoli, coraz bliżej jest wiosna. Co prawda wciąż jeszcze czekam na burzę, nie mam wątpliwości, że w końcu się jakoś ona pojawi, póki co jednak każda nadciągająca chmura okazuje się nieść jedynie małą mżawkę. Może i dobrze. Burze, choć oczyszczają i niosą zmiany (a zmiany są dobre zawsze, bo zawsze popychają nas do działania), to jednak od dłuższego czasu mam takich oczyszczających burz dość i dobrze mi z takim spokojem.

Oczywiście nie znaczy to, że brak burz oznacza totalny spokój, skąd! Deszcze, łagodne, spodziewane a nawet chciane, zajmują bardzo dużo czasu, pochłaniają bardzo dużo uwagi i wymagają bardzo dużo siły.
Ale hej! W końcu nie ma takiej rzeczy na świecie, a już na pewno nie takich deszczy, których wiedźmy nie mogą pokonać, prawda?

Puk puk! Tu wiosna u Twoich okien!
Tak myśląc właśnie niemal się wykończyłam pracą i dodatkowymi obowiązkami w minionym tygodniu. Spotkanie z okazji Równonocy było cudowną odskocznią od tego rozgardiaszu. Rytuał w cudownym, międzynarodowym nawet, choć niedużym gronie był poruszający i wzruszający, mam nadzieję, że nie tylko dla mnie. Jednak cały wieczór nauczył mnie czegoś ważnego, czegoś, o czym mam nadzieję odtąd pamiętać, bo pomoże mi i od święta, i na co dzień.

Że czasem trzeba odpuścić. Że trzeba czasem mieć innych trochę w nosie, żeby nie mogli wleźć na głowę. Że czasem trzeba postawić na swoim. I wreszcie - że czasem można i trzeba poprosić o pomoc.
W końcu i tak najważniejsze jest towarzystwo, Z doborową ekipą pizza to wykwintna kolacja i w sumie niczego więcej nie trzeba do spędzania cudownego czasu z przyjaciółmi...
No może tylko kropelkę białego wina.


PS. Zapraszam oczywiście na fanpage Bloga Czarowniczego! I przy okazji - wszystkie zdjęcia we wpisie są moje... widać, bo niewyraźne ;)

14 lutego 2017

12 lutego 2017

Wrzenie w Lwie


Muszę się Wam przyznać, że mimo tego, jak niesamowite było to wydarzenie, ostatnie półcieniowe zaćmienie Księżyca w Pełni przeżyłam niezbyt dobrze. Piątek i sobota były dla mnie jakoś tą pełnią strasznie ciężkie, ale ich całość jakby skryła się w cieniu ziemi. Dlatego minęły jak mgnienie oka, nie pozostawiając niczego dobrego. Może to i dobrze, bo to raczej nie były najfajniejsze dwa dni tego miesiąca...

Zwierzę się Wam, choć wiele osób już to wie, że nie lubię pełni Księżyca. Bardzo źle na nie reagują moje emocje, mój umysł, a nawet moje ciało. Czuję się wtedy przepełniona do przesady, jakby "wzdęta", nadmuchana, a do tego ciężka, jak misa wypełniona po brzegi, z której się aż wylewa. Czuję za każdym razem, jak w kościach, mięśniach i żołądku gromadzi się moje zmęczenie, zbierane przez poprzednie 2 tygodnie, od nowiu. Ale tym razem, to była jakaś katastrofa...

Kierowany dumą (ale i pychą) Lew, w którego znaku znalazł się Księżyc, użyczył mi i mojemu comiesięcznemu przemęczeniu swojej potęgi, wielkości i swojego egoizmu zarazem. A z drugiej strony Ziemia ładnie skryła tę lwią pełnię w swoim cieniu tak, że zamiast wybuchu, do którego jestem przyzwyczajona i z którym wiem, jak sobie poradzić, wyszło zupełnie inaczej. Zaczęło wrzeć - cicho i pod powierzchnią, ale powoli.

To strasznie męczące, kiedy tak człowiekowi pod powierzchnią coś wrze, a nie chce wybuchnąć, spalić się jak fajerwerk i odejść w spokoju. Za to takie dwudniowe wrzenie wyczerpuje - fizycznie i psychicznie. To okropne uczucie, kiedy człowiek czuje się źle, ale zwykłe metody radzenia sobie z tym nie działają. Mięśnie i kości bolą, łzy napływają do oczu, a mimo tego - to jeszcze nie to, jeszcze nie ten oczyszczający wybuch, który pozwoli zrzucić wszystko ze środka gdzieś w tę zmniejszającą się i zabierającą ze sobą tarczę, lecz powolne sączenie ze szczeliny. Lew uczepiony pazurami status quo i nie mogący odpuścić swojego JA, MOJE, CHCĘ, żerujący na napięciu poprzednich dni.

Na szczęście jest czekolada. Ona zawsze działa. Czekolada działa cuda zawsze. I jeszcze dobre filmy. I najważniejsze - przyjaciele, którym można się zwierzyć, że Ci kiepsko. 

No i po dwóch dniach wrzenia w końcu wróciłam do normalnej siebie. Czas pełni i zaćmienia minął.
I na szczęście w przyszłym miesiącu nie zapowiadają się podobne rewelacje...

5 lutego 2017

Notatki dla siebie



Ponieważ już jest luty, ba! już po Imbolcu, w tym roku nie będzie tradycyjnego podsumowania zeszłego roku. Będzie zestaw notatek noworoczno-oczyszczających, wrzucanych na blog w ścisku pociągu. Notatek, które robiłam w komórkowym notatniku kilka ostatnich dni, dopisując pojedyncze zdania. Nie jest to oczywiście cała całość tych notatek jedynie to, czym czuję, że chcę i mogę się podzielić. Czuję, że dobrze mi to zrobi.
Mam zatem nadzieję, że nie będziecie zbyt surowi w ocenie tego... czegoś. Zwykle piszę dla Was, dzisiaj publikuję bardziej dla siebie, chociaż, tak sobie myślę, może się Wam do czegoś przyda... 

Notes to self

Nie obiecuj sobie, że będziesz siadać do roboty codziennie. Po prostu siadaj do roboty jak najczęściej. 
Przestań być leniwą bułą.

Nie rób nic, o czego słuszności nie jesteś przekonana, ale rób więcej rzeczy, do których przekonana jesteś. 
I nie odpuszczaj bo to fajna robota. Chyba. I chyba wartosciowa. Ludziom się raczej podoba. Spotkania, dyskusje przyjaźnie... chyba jest całkiem fajnie.

To co robisz jest ważne. I daje efekty - widzisz to przez to ostatnie 10 lat. Tyle się zmienia, że jak sama nie weźmiesz się w garść, to zostaniesz sama w tyle za soba.

I nie przejmuj się tym, jak piszesz. Ważne, że piszesz i póki ktoś chce to czytać, to chyba jest dobrze, nie...? 
Znaczy nie jestem pewna, ale tak mi się wydaje. 
Więc nie bój się pisać więcej i częściej. Może chyba być krócej.

Nie martw się o Zające. Zające to silne zwierzaki, nawet jak im norkę przysypie, to się wykopią i wyprostują. Tylko trzeba być z nimi. Mocno. Mocniej, niż ostatnio - będę się starała.

Na pewno nie podołasz wszystkim wyzwaniom. Nie próbuj tylko udawać, przyznaj się i poproś o pomoc.

Praca zespołowa zawsze wychodzi dobrze. Zwłaszcza nam razem. Ważne jest podejmowanie indywidualnych wyzwań i prac, ale to, co robimy razem nigdy nie będzie mniej ważne. I dlatego Wiccanisko będzie zawsze piękne jak to ostatnie i dlatego kolejne imprezy będą jeszcze lepsze.

Przestań być leniem. 
Kołuj po lądowisku z rykiem Lwicy. 
Masz dość sił, by poprawić błędy i ruszyć do przodu. 
Głęboki wdech, oddychaj wiosną, oddychaj jutrem.


27 grudnia 2016

Natura - brzydka i groźna


W ostatnich latach, zwłaszcza wśród pogan, wzrasta świadomość ekologiczna, wiedza o otaczającym nas środowisku naturalnym i jego funkcjonowaniu. To dobrze, bo procesy biologiczne praktycznie rządzą całym naszym życiem i otoczeniem. Gdzieś po drodze powstał ruch "powrotu do natury" i gdzieś po drodze chyba się niektórzy pogubili. W pewnym momencie część ludzi dała sobie wmówić, że żyć "w zgodzie z naturą" trzeba, bo TAK - bez zastanowienia, jaki w tym sens, zaczęliśmy mieć kompleksy wobec natury tak, jakbyśmy nie byli jej częścią, w końcu - uwierzyliśmy, że "naturalny" znaczy "lepszy", "wyższej jakości", "zdrowszy". Tylko że to kompletna bzdura.

28 listopada 2016

5 września 2016

Wiccanisko 2016 - relacja


Jak wielokrotnie wcześniej, ostatnie tygodnie wytężonej pracy zaowocowały wielkim sukcesem Wiccaniska - imprezy, która łączy podstawowe informacje o Wicca ze słynnego już Wicca Study Group z innymi, magicznymi i wiccańskimi warsztatami oraz czarowniczą integracją osób o podobnym obrazie świata i otwartości na drugą osobę. Opisałam dziś, z małym poślizgiem, niezbędnym na regenerację, moje wrażenia z tegorocznej edycji.

30 czerwca 2016

Małe chwilki oświecenia



Dzisiaj będzie trochę bardziej świetliście, niż zwykle, może nawet ciut "puszyście", ale mam nadzieję, że mi to wybaczcie. Ciałem (choć czasem zmęczonym upałem) i duszą wciąż jestem całkowicie zanurzona w pełni lata. Przesilenie świętowałam hucznie, z fantastycznymi przyjaciółmi i kochaną Rodziną, wcale nie czuje się, że dni są krótsze, niż kilka dni tamu. Raczej są coraz gorętsze. 

Wszystkie fotografie we wpisie zrobiłam sama, w ciągu kilku ostatnich dni, aparatem w komórce, nie dalej niż 300 m od domu, czyli w centrum Warszawy. Nie były przerabiane ani przepuszczane przez filtr..
Rześkość wiosny uleciała gdzieś już kilka tygodni temu i czas się trochę rozleniwić. Latem naturalnie zwalniamy obroty, wyjeżdżamy na urlopy, na wakacje. Niczym jaszczurki chowamy się w ocienionych alkowach lub przeciwnie - jak koty wygrzewamy się na słońcu. Naturalnie przychodzi nam wtedy zwolnić, przystanąć i rozejrzeć się wokół nas. Jeśli będziemy patrzeć wokół siebie uważnie, dostrzeżemy cuda, jakich wcześniej nie dostrzegliśmy.

Sąsiedzi - trzy pracowite trzmiele
Pozwólmy sobie na wyłączenie komórek, komputerów, odtwarzaczy muzyki. Nawet, jeśli jesteśmy w mieście i spowija nas uliczny hałas, a wokół błyskają tysiące świateł - dajmy się ponieść muzyce miasta i blaskowi latarni. W nich też jest coś z duszą, choć to z pewnością coś innego, niż na łonie dzikiej natury. Wszystko jednak stanowi nasze środowisko - to, w którym się obracamy i którego jesteśmy częścią. Pozwólmy więc sobie w tym swoim środowisku po prostu troszkę pobyć. Rozsmakować się w porannej kawie w biurze, odetchnąć zapachem sobotniej nocy - dostrzeżmy siebie, jako węzeł w wielkiej sieci powiązań, która łączy nas z naszym otoczeniem, światem i Bogami.


W mieście jest jednak wiele dzikiej przyrody, która czeka na odkrycie. Ona po prostu cały czas tam jest, tuż obok, chociaż zwykle nie zwracamy w ogóle na nią uwagi. Pochylone nad chodnikiem drzewa, zachwaszczony trawnik, nad którym bzyczą owady, pstrokaty klomb. Teraz, kiedy świat jest pełen zieleni, przystań nad pięknem natury. Jeśli mieszkasz na przedmieściach, na wsi, pewnie łatwiej się zwrócić wprost do Natury, która wręcz otacza człowieka ze wszystkich stron i powala swoim majestatem. Jednak i miejska wiedźma może (a czasem musi!) znaleźć dla równowagi tę otaczającą człowieka dzikość.


Choć nadal śmieszą mnie flufiki, kiedy błogosławią trawki wyrastające pomiędzy płytami chodnika, tak na prawdę myślę, że zieleń nasza powszednia tak na prawdę jest dla nas błogosławieństwem od Bogów. Pozwala nam złapać się tej ostatniej nitki, która w centrum wielkomiejskiej dżungli łączy nas z dziczą. Dlatego warto zatrzymać się na chwilę i spojrzeć na nią naszymi dzikimi oczami. Oczami pragnącymi tej zieleni, dostrzegającymi jej piękno, będące echem wielkich lasów. A znaleźć ją można na prawdę wszędzie, tylko trzeba przystanąć na chwilkę, w tym czasie i miejscu, w którym jesteśmy i te oczy otworzyć.

Drzewo, przewrócone podczas letniej nawałnicy. Wydaje się słabe, skoro się przewróciło, ale spójrzcie, jak pochłonęło cegłę rosnąć wokół niej! Gdyby rosło jeszcze kilka lat, zniknęłaby zupełnie.
Dlatego mam do Was prośbę, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy. Kiedy już przeczytacie ten wpis, wyłączcie komputer, wyciszcie telefon i wyjdźcie z domu, chociaż na chwilkę. Będąc w tym czasie i w tym miejscu, otwórzcie szeroko swoje dzikie oczy i zobaczcie Naturę wokół siebie. Nawet, jeśli jest jej malutko, można ją dostrzec i podziwiać, tylko trzeba się zatrzymać na moment. Przystanąć i przyjrzeć się liściom na drzewie i kwiatom na klombie. Wystarczy dosłownie minuta, by poczuć tę nić łączącą nas z Wszechświatem. A wtedy, w tej chwili zadumy, można poczuć bliskość Bogów.

PS. Dziękuję pięknie wszystkim, którzy wspierają Projekt Wiccańskiego Kręgu! Powolutku człapiemy do przodu, mamy już ponad 16% potrzebnej kwoty. Liczymy na dalszą pomoc, więc przekazujcie wiadomość dalej. Dziękujemy!


14 czerwca 2016

Wiccański Krąg - nowy projekt!

Kochani Czytelnicy!

Jak zapewne wiecie od lat współpracuję z Wiccańskim Kręgiem.
Jest to jedyna tego rodzaju strona w polskim internecie. W całości poświęcona jest Wicca, związanej z nią magii i duchowości. Jest też jedyną stroną współtworzoną przez tyle osób, bo poza pokaźną, rodzinną redakcją, mamy teksty wielu, wielu twórców zza granicy. Tłumaczymy artykuły, głównie z angielskiego, pokazujące różne spojrzenia i różne aspekty Wicca - oczywiście za wiedzą i zgodą ich autorów, wszystkie teksty pozyskujemy legalnie, abyście bezpiecznie mogli poznawać tę ścieżkę z różnych perspektyw ze źródeł rzetelnych i sprawdzonych przez inicjowanych wiccan.

Jednak jak każda strona, tak i Wiccański Krąg w końcu musi przejść zmiany. Stąd zaplanowaliśmy remont i update strony, by było można łatwiej z niej korzystać (w tym na komórkach i tabletach), odświeżenie jej wyglądu, newsletter z informacjami o nowych artykułach...
Tak poważne zmiany wymagają jednak skorzystania z pomocy fachowca i mamy nadzieję, że dzięki Waszemu wsparciu uda się nam zebrać fundusze potrzebne na do realizacji naszych planów. Wydatki sięgną około 2000 zł, ale każdy grosz się przyda.

Zachęcam gorąco nie tylko do obejrzenia, ale i przekazywania dalej filmu o naszym projekcie!


Więcej szczegółów o naszej nowej inicjatywie możecie przeczytać pod TYM LINKIEM
Przyda się nam każda kwota, każde dobre słowo i każde przekazanie sprawy dalej,
więc udostępniajcie informacje o akcji na swoich profilach i wpłaćcie chociaż złotówkę

Już dziś, po jednym dniu akcji mamy ponad 7% procent potrzebnej nam kwoty
- pięknie dziękuję naszym darczyńcom!


10 czerwca 2016