28 kwietnia 2015

Pełną parą!

Nie planowałam, a i tak będzie - otwarty rytuał Beltane w Warszawie. Ludzie tak nalegali, że nie sposób było się oprzeć i nie przyłączyć się do takiej fali entuzjazmu. To oczywiście wiąże się z pewnymi dodatkowymi nakładami pracy... ale czego się nie robi dla przyjaciół?

I pomyśleć, że zaczęło się tak skromnie... Szczerze mówiąc (aż wstyd się przyznać), że na samym początku nawet ja nie wierzyłam w ten projekt. Bo naprawdę, nigdy bym nie pomyślała, że zaledwie po kilku miesiącach będziemy organizować rytuały przy ognisku, a na spotkaniach będzie pojawiać się nas tyle, że z trudem będziemy się mieścić przy knajpianym stoliku. Żartowaliśmy nawet ostatnio o wynajęciu klubu albo sali wykładowej, jeśli dalej będzie nas tak przybywać.

Prawdę mówiąc, kiedy zdecydowałam się zacząć organizację spotkań dla osób zainteresowanych Wicca w Warszawie byłam pełna entuzjazmu i zapału. Zniknęły one bardzo szybko, kiedy na pierwsze spotkanie... nie przyszedł nikt! Tylko zmarzłam czekając, aż ktoś się zjawi, na szczęście nie miałam daleko do domu i jakimś cudem obyło się bez przeziębienia. Chciałam sobie odpuścić i stwierdzić, że widocznie nie ma zainteresowania ani potrzeby takich spotkań. Na szczęście, dzięki wsparciu i namowom mojej kochanej Arcykapłanki, zdecydowałam się spróbować jeszcze raz.

Pierwsza WKDka odbyła się 14 maja zeszłego roku. Kto by pomyślał, że to było tak niedawno! Chociaż wydaje mi się, że większość z Was, stali bywalcy spotkań, nie będzie pamiętała tamtego wydarzenia. Na pierwszych spotkaniach pojawiały się jedna, góra dwie osoby... A potem nagle wszystko zmieniło się w lawinę! Sama się nie spodziewałam, że każdy comiesięczny odjazd WuKaDki będzie okazywał się sukcesem obfitującym w wiele humoru, interesujące dyskusje i możliwość stworzenia społeczności, która będzie mogła razem świętować sabaty.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że zbiór WKDkowiczów i WKDkowiczek nie jest i nigdy nie będzie zamknięty. Pojawiło się kilka osób, które na spotkania zawitały tylko raz, są osoby, które zjawiają się niemal za każdym razem i jest jeszcze, mam nadzieję, wiele osób, które do nas dołączą.
Wszystkim pięknie dziękuję, bo WKDki są tak odjazdowe tylko dzięki Wam.

PS. Żeby być na bieżąco z nowymi wpisami, polub fanpage Bloga Czarowniczego!

24 kwietnia 2015

Moc Trzech

No i udało się!
Witam kochanych Czytelników setnym wpisem na Czarowiczym Blogu!
Wielkie dzięki, że nadal mnie czytacie i wracacie tutaj, dziękuję za wszystkie "lajki", komentarze i uwagi, które dostaję od Was publicznie i prywatnie, przez Net i osobiście. A dziękować jest za co - przy setnym wpisie blog ma ponad 25 000 wejść, 200 fanów na Facebooku i blisko 200 komentarzy.

Poniższy wpis z przyjemnością dedykuję Wam, drodzy Czytelnicy!
Wszyscy zainteresowani współczesną magią i pogaństwem wiedzą, że trójka jest liczbą magiczną, ale już dużo mniej osób zadaje sobie pytanie, dlaczego tak jest. W jakiś sposób wiele z nas czuje, że trójka jest niezwykle ważna i potężna, wiedza o tym czai się gdzieś pod powierzchnią naszej skóry, przemawiając do naszego instynktu i wyobraźni. Nic dziwnego, bo historia trójek, triad i trójc sięga daleko wgłąb naszej historii.

Jeśli szukamy czegoś neolitycznego, co przetrwało do pogaństwa naszych czasów, z pewnością nie będzie to Wicca czy czarownictwo... ale triskel. Trójramienne spirale znajdowano na przedmiotach z wykopalisk datowanych na trzecie, a nawet i czwarte tysiąclecie p.n.e. Mimo że wzór ten jest kojarzony głównie z Celtami, sporo przedmiotów zdobionych nim odnaleziono w Grecji. Innym bardzo starym symbolem jest trykwetra, która, podobnie jak triskel, może symbolizować wiele trójc w jedności. Przez wiele wieków była związana z chrześcijaństwem jako symbol Świętej Trójcy, jej kształt miał przypominać trzy ryby. W ciągu ostatnich lat bardziej kojarzona jest ze współczesnym pogaństwem i magią, przez co (a może na skutek czego) często pojawia się w filmach, serialach i grach. Znany jest też oczywiście symbol "potrójnego zająca". Dość powszechny w Anglii i północnych Niemczech ornament pochodzi najprawdopodobniej ze Środkowego Wschodu i wywodzi się z Buddyzmu, co udowadnia wiek znalezisk w różnych miejscach, po czym można zaobserwować jego "wędrówkę".
Triskel, trykwetra, potrójny zając - wszystkie ilustracje we wpisie z Wikimedia Commons

Symbole te przypominają o niezliczonych trójkach i trójcach Bogów obecnych w każdej chyba kulturze, będących, tak samo jak one, powszechne w wielu miejscach i czasach. Pomysł Świętej Trójcy, jednego bóstwa w trzech osobach, trzech aspektach jest tak stary, że ginie w mrokach przeszłości. W Starożytnym Egipcie znana była potrójna Bogini Qetesh-Astarte-Anat, która zresztą przybyła nad Nil z Kanaan, więc sam koncept musi być starszy. Również Ra, egipski Bóg Słońca miał trzy twarze - wschodzi jako Kheper, w południe przyjmował imię Re-Hoakhty, a wieczorem - Atum. W świecie Greków i Rzymian łączono niektóre imiona i aspekty Bogiń, tak, że stawały się jedną. Szczególnie często łączono ze sobą bóstwa księżycowe - Atremis, Selene i Hekate lub Lunę, Dianę i Prozerpinę.

Hekate o trzech twarzach
Wiemy również, że Rzymianie czcili Juventas, Junonę i Minerwę jako jedną najwyższą Boginię zwaną Uni. Celtycki Bóg Lugus ma trzy twarze (prawdopodobnie Esusa, Teutatesa i Taranisa). Trzy twarze mają na rozmaitych przedstawieniach również wspomniana Hekate, Trygław, czy Brigid. Potrójne Bóstwa to nie jest zresztą pomysł tylko Europejski. W Indiach istnieje koncept potrójnego Boga... który ma potrójną Boginię za żonę - to Trimurti, czyli Bogowie Brahma, Vishnu i Shiva, którym towarzyszą Boginie Saraswati, Lakshmi i Parvati - Tridevi. W taoizmie zaś najwyżsi Bogowie to Triada Czystych - Yuanshi Tianzun, Lingbao Tianzun oraz Taishang Laojun. Nam zaś, magom i czarownicom, nie wolno zapomnieć o Po Trzykroć Wielkim Hermesie Trismegistusie, który sam ponoć spisał sekret transmutacji na Szmaragdowej Tablicy.

Trimurti i Tridevi na kwiatach lotosu.
Inaczej można z kolei podejść do Bóstw, które, choć z reguły oddzielne, zwykle występują razem w rodzinie. Prawdziwy festiwal takich rodzeństw mieli Starożytni Grecy: Forkidy, Gracje, Hesperydy, Harpie, Gorgony, żeby wymienić część z nich. W całej Europie znane były siostry zajmujące się ludzkimi losami - zależnie od miejsca zwano je Mojrami, Nornami, Parkami czy Rodzanicami. W mitologii nordyckiej to trzech Bogów - Odyn, Ve i Villi stworzyli razem świat, w greckiej zaś trzej synowie Kronosa opiekowali się trzema domenami znanymi człowiekowi: Zeus - ziemią, Posejdon - morzem, zaś Hades - podziemiami. Znamy też wiele boskich rodzin, na czele z Izydą - matką, Ozyrysem - ojcem i Horusem - dzieckiem. Misteria Eleuzyjskie koncentrowały się na Persefonie (córce), Demeter (matce) i Triptolemos (którego Demeter nauczyła uprawy roli).

Horus, Ozyrys i Izyda
Bardzo ciekawym zagadnieniem, o którym chciałabym wspomnieć osobno są Matrony. Rzeźby i płaskorzeźby trzech Bogiń można znaleźc w całej północno-zachodniej Europie - czyli na obszarach podbitych przez Imperium Rzymskie. Rzeźby owe przedstawiały Bóstwo synkretyczne, rzymsko-galo-germańskie, więc wyobrażenia te były rozmaite, ale zawsze przestawiały Wielką Boginię. Często miały różne imiona, część z nich była celtycka, część germańska - w sumie z inskrypcji na rzeźbach i kamieniach znamy ponad 100 różnych imion, którymi były podpisywane Matrony.

Trzy Matrony na reliefie z Bibracte
W naszym codziennym życiu często robimy coś potrójnie. Często potrójnie całujemy się w policzek na powitanie, trzy razy spluwamy przez lewe ramię, żeby odegnać pecha, czasem można też pleść trzy po trzy. Troje - to już tłum, ale do trzech razy sztuka. W całej naszej (i nie tylko naszej!) kulturze, Zachodniej Tradycji Magicznej, na Bliskim Wschodzie trójka oznacza nasilenie, podkreślenie, zwielokrotnienie znaczenia tego, co wykonujemy i wymawiamy trzykrotnie. W Biblii, na przykład, Szatan kusi Chrystusa 3 razy, a Piotr trzykrotnie wyparł się Jezusa, by potem trzykrotnie potwierdzić swoją wiarę w niego. Zaklęcia radzi się czasem powtarzać trzy razy, podobnie jak niektóre modlitwy. Czasem czarownice mówią "so mote it be" (niech tak się stanie) po trzykroć. Znaną magiczną formułą jest też "By three times three" (Po trzykroć trzy). Trójka więc oznacza wzmocnienie. To, co robimy trzy razy jest mocniejsze i skuteczniejsze od tego, co wykonujemy raz.
Warto również wspomnieć o Prawie Trójpowrotu w kontekście trójek. Nie chcę tutaj wchodzić w całą dyskusję na temat jego zasadności, ale wyjaśnić, co oznacza "trzy" w jego nazwie. Skoro już wiemy, że trójka oznacza nasilenie i podkreślenie, całość staje się prostsza do zrozumienia. Prawo Potrójnego Powrotu nie tylko oznacza, że konsekwencje naszych czynów wracają do nas wzmocnione, ale również podkreśla, jak ważna jest odpowiedzialność i ponoszenie tych konsekwencji. Że reakcja jest zawsze odpowiedzią na akcję i za każdy nasz czyn jesteśmy odpowiedzialni.
Dlaczego akurat trójka stała się tak ważna? Trudno powiedzieć, chociaż być może Wszechświat i Bogowie sami dają nam wskazówki, bo cały nas świat jest złożony z trójek. Nasza przestrzeń ma 3 wymiary (wysokość, szerokość i głębokość), żyjemy w 3 aspektach czasu (przeszłość, teraźniejszość i przyszłość). Cały nasz świat zbudowany jest z trójelementowych atomów (protony, elektrony i neutrony), które z kolei składają się z trzech rodzajów kwarków. Wszystko zaś to możemy zauważyć dzięki oczom, widzącym trzy kolory.
A może to dlatego, że na człowieka składa się jego ciało, umysł i dusza.

Triskele na Bramie Floriańskiej w Krakowie
PS. Może jako ciekawostka zainteresuje Was też fakt, że istnieje potrójne Bóstwo... całkiem fikcyjne. W świecie gier "The Legend of Zelda" pojawia się Złota Bogini o trzech postaciach i imionach Din, Faroe i Naryu.
 
Ilustracja pochodzi z serwisu Zelda Dungeon
PPS. Aby być na bieżąco - polub Blog Czarowniczy na Facebooku! Jest nas już 200!

15 kwietnia 2015

Śmierdzący eliksir

Czosnek musi być znany człowiekowi od dawna. Skąd taki wniosek? Chińczycy zapisywali jego nazwę jednym znakiem, wspomina o nim pismo klinowe, zapisy w Biblii i indyjskich Wedach. Najprawdopodobniej zaczęto go uprawiać w Azji Środkowej, do Europy zaś mógł trafić różnymi drogami. Prawdopodobnie za pośrednictwem najazdów, przez Bizancjum, możliwe również, że przywieźli go pracujący w Chinach misjonarze.

Praktycznie od początku swojej kariery czosnek uważano za roślinę magiczną. W Starożytnym Egipcie ponoć noszono go w formie naszyjników z ząbków dla ochrony przez pasożytami i chorobami (zwyczaj ten ponoć przetrwał we Francji aż do ubiegłego wieku!) Wiadomo też, że podawano go do jedzenia robotnikom a nawet niewolnikom, by dodawał sił i zapobiegał chorobom. Wymieniają go również papirusy Ebersa - datowane na ok 1550 rok p.n.e. znalezisko niemieckiego egiptologa to podręcznik staroegipskiej medycyny. Zawiera on, poza informacjami o chorobach wewnętrznych i chirurgii, przepisy na ponad 800 lekarstw, przyrządzanych z roślin takich jak czosnek właśnie, ale też gorczyca, anyż, mięta czy konopie.

Ilustracja pochodzi z Wikimedia Commons
Innym zastosowaniem czosnku było leczenie bezpłodności. Egipcjanki, które miały problemy z zajściem w ciążę, powinny były umieścić ząbek czosnku w pochwie. Jaką ten zabieg miał skuteczność - trudno powiedzieć, ale nawet Hipokrates polecał używanie tej metody. Oczyszczony i pozbawiony łupinki ząbek czosnku należało trzymać w pochwie przez noc, a rano sprawdzić, czy pacjentka odczuwa w ustach charakterystyczny smak i zapach. Jeśli tak - prawdopodobieństwo ciąży było znacznie większe niż w przypadku, gdy takich objawów nie było. Poza tym greccy atleci i wojownicy spożywali czosnek, by zwiększał ich siłę i odwagę. Musiał też być znany z ochrony przed urokami, skoro samo powąchanie go uchroniło Odyseusza przed zaklęciem w wieprza przez Kirke.
Podobnie do Greków czosnku używali starożytni Rzymianie - miał dodawać odwagi i sił. Stąd czosnek był częścią żołnierskich racji, zalecano go również robotnikom polowym w trakcie prac.

Ilustracja pochodzi z Wikimedia Commons
We wczesnym średniowieczu czosnku używano jako leku głównie przeciwko pijaństwu i... nadmiernemu popędowi płciowemu. Całe główki macerowano w winie, które następnie pito lub maczano w nim chleb. Miało to zapobiegać upijaniu się. W Hiszpanii zaś do dziś czosnek zapewnia siłę matadorom i pikinierom - wszyscy żują czosnek przed walkami byków.

Na Bliskim Wschodzie ponoć dotąd panuje przekonanie, że czosnek buduje odporność na trucizny i chroni przed pragnieniem na obszarach pustynnych. W Szwecji należało zawiesić główkę czosnku na szyi  krowy, aby trolle nie wykradały mleka. Ząbek czosnku może też chronić przez urokiem i złym okiem.
No i każdy z nas wie, że warkocz czosnku przy oknie chroni przed wizytą wampira. Jego zapach i noszenie przy sobie ząbków lub główki odstraszają potwora, a krew osoby, która regularnie spożywa czosnek jest dla wampira odrażająca.

Ilustracja pochodzi z Wikimedia Commons
Co sprawia, że czosnek jest tak magiczną rośliną, daje siłę, odwagę, odporność, leczy choroby i odstrasza złe duchy? Allicyna.

Myślę, że spokojnie możemy mówić o tej substancji chemicznej jak o magicznym eliksirze, który zapewnia czosnkowi całą jego moc. Niezależnie od tego, czy wiara w magiczną moc czosnku wzięła się z obserwacji, że ludzie spożywający czosnek rzadziej chorują i szybciej zdrowieją (zatem musi on wypędzać chorobę i chronić przez złymi wpływami), czy też potwory i choroby miałyby się bać zapachu - allicyna odpowiedzialna jest za obie te cechy. Oleista substancja nadaje czosnkowi specyficzny smrodek, który w naturze miał służyć odstraszaniu szkodników, ale to nie wszystko.

Ilustracja pochodzi z Wikimedia Commons
To właśnie allicyna odpowiada za antybiotyczne właściwości czosnku. Poza zwalczaniem bakterii, ma ona również działanie przeciwwirusowe (np. przeciw przeziębieniom i infekcjom paragrypowym, również opryszczce) i przeciwgrzybiczne. Ten związek chemiczny wytwarza się podczas niszczenia komórek, dlatego warto jeść czosnek na surowo, lub też poczekać kilka minut między krojeniem, czy przeciskaniem go, a poddawaniem obróbce cieplnej. Warto wspomnieć o właściwościach antyoksydacyjnych, przeciwzapalnych a także przeciwzakrzepowych, co jest nie bez znaczenia dla naszego zdrowia i odporności.Chociaż przedawkowanie allicyny może być niebezpieczne, to nie jest ono możliwe przy samym jedzeniu czosnku.

Zalety czosnku wychwalali między innymi Pitagoras, Horacy i Szekspir. Czosnek chroni przed złymi duchami, infekcjami i wampirami, dodaje sił i odwagi.
Dlatego mam nadzieję, że nawet osoby, które nie lubią jego smaku i zapachu czym prędzej się do niego przekonają.

Ilustracja pochodzi z Wikimedia Commons
PS. Zapraszam serdecznie na fanpage Bloga Czarowniczego !

12 kwietnia 2015

Starzeję się

W życiu mamy zazwyczaj dużo okazji, by podsumować jakiś okres - Nowy Rok, Sabaty, rocznice... Jednak tylko jedna jest taka okazja w roku, która wyzwala nie tylko refleksję nad ostatnim miesiącem czy rokiem, ale nad całym życiem - dotychczasowym i przyszłym.
Urodziny.

Tak, to właśnie dziś! Patrzę w przyszłość i... co widzę? Na pewno rodzinę, bliskich, przyjaciół... Pewnie też dzieci - choć na pewno jeszcze nie w przyszłym roku. Dom - koniecznie z poddaszem, piwnicą i ogrodem. Powiększający się kowen, może kiedyś potomny kowen... albo dwa. Dużo pracy, ale warto. Więcej notek na blogu, więcej spotkań i artykułów, wydanie tłumaczenia książki... a może i swojej?

Czuję, jak się starzeję. Wiem, że zaraz posypią się na mnie gromy za to stwierdzenie, bo "taka młoda jeszcze, a ja co mam powiedzieć". A przecież nie chodzi mi o to, że łamie mnie w krzyżu, że pokrywają mnie zmarszczki, że czas mi przejść na emeryturę - bynajmniej! Ale kiedy człowiek obserwuje swoje zwyczaje, swoje ciało i swoje siły, czuć, jak one się zmieniają. Pewnie w perspektywie roku jest to niemal nie do zauważenia, ale jeśli się wspomni siebie sprzed pięciu lat taka różnica staje się bardziej widoczna.

A jednak te urodziny są o wiele, wiele lepsze, niż te sprzed paru lat. Tamte przeżyłam w bardzo złym nastroju, czując się po prostu fatalnie. Nie fizycznie, bo moje ciało czuło się pewnie lepiej, niż dziś, ale w głowie wciąż kołatała mi ta uciążliwa, bolesna wręcz myśl - "Ponad 20 lat i jeszcze nic się w moim życiu nie wydarzyło, nic nie zrobiłam w ciągu tego czasu, nic nie osiągnęłam".

To oczywiście nie była do końca prawda, ale takie były moje emocje i myśli w tamtej chwili. No i fakt - faktem, że osiągnięć tych nie było za wiele, bo i nie będzie ich dużo u człowieka, który całe dotychczasowe życie wyłącznie się uczył.

A dzisiaj, choć już wiem, że się starzeję, to nie jest mi smutno. Bo, choć dalej się uczę (i pewnie będę się uczyć do końca życia), to mam dzisiaj szanse dzielić się ze światem tą wiedzą, którą już mam, tymi doświadczeniami, które dotąd zdobyłam. Czuję, że osiągnęłam wiele, choć pewnie nie jest to do końca prawda, bo dużo więcej wyzwań przede mną, a dotychczasowe sukcesy to dopiero zachęta na dalszą część podróży życia. Mimo to cieszę się z tych małych sukcesów i mam apetyt na wiele, wiele więcej.

I tego mi dzisiaj, proszę, życzcie, jeśli będzie łaskawi w dzień urodzin poświęcić mi jakąś ciepłą myśl. Więcej pieniędzy i zasobów do realizacji planów. Więcej doświadczeń, by się nimi dzielić i więcej nauki, by te doświadczenia zdobywać. Więcej zdrowia i sił, by móc zawsze nad wszystkim panować i za wszystkim nadążać. Więcej rytuałów, spotkań, wiccan, przyjaciół. I więcej planów, więcej celów do realizacji, więcej kolejnych marzeń.

Po prostu życzcie mi Więcej.
Dzisiaj, kiedy czuję, że to starzenie się, to tak na prawdę Dojrzewanie.

PS. Bądź na bieżąco - polub Blog Czarowniczy na Facebooku!

9 kwietnia 2015

Szatańskie bulwy

Dzisiejszy wpis dedykuję Salvii i Gabrielowi

Lulek czarny - roślina silnie trująca, zwłaszcza jej korzeń i nasiona. Ich spożycie może wywołać suchość w ustach i halucynacje, którym towarzyszy pobudzenie. Dawniej stosowano go do uśmierzania bólu, jako trutkę na gryzonie oraz... do wzmacniania piwa!
Pokrzyk wilcza jagoda - również trująca, stosowana niegdyś do trucia wilków, stąd nazwa. Objawy po spożyciu, to pobudzenie i euforyczne halucynacje. W medycynie używana do rozluźniania mięśni gładkich i w okulistyce, jako znana wszystkim okularnikom atropina. Inna nazwa - Belladonna , czyli "piękna pani", wiąże się z użyciem tej rośliny jako kosmetyku nadającego głębokiego oddechu i blasku oczom Rzymianek.
Bieluń dziędzierzawa - tak jak powyższe jest trujący i halucynogenny. Wywołuje suchość w ustach, omamy słuchowe i wzrokowe, którym towarzyszy rozszerzenie źrenic i zaburzenia, a czasem i przejściowa utrata wzroku.
Mandragora - choć równie trująca, jak powyższe, ze względu na korzeń w kształcie ludzkiej postaci przez wiele wieków była uważana za remedium na wszystko. Użyta w rytuałach płodności miała służyć za afrodyzjak i leczyć bezpłodność. Uśmierzano nią bóle i łagodzono nią depresję, melancholię czy reumatyzm. Roślinę, która rosnąć miała głównie pod szubienicami z obawy na jej zabójczy wrzask, wyrywały harty, ciągnące przywiązaną do łodygi linę. Posadziły są w swoich ogrodach Kirke i Hekate.

Kwiaty lulka, pokrzyku, bielunia i mandragory - zdjęcia pochodzą z Wikimedia Commons
Te rośliny mają wiele cech wspólnych. Są magiczne i święte, przez stulecia miały związek z czarownicami i szamanami, kapłanami i wieszczami. Są składnikami maści na latanie, wywołują halucynacje i wizje. Z pewnością materiałów o nich wystarczyłby na niejeden wpis na Czarowniczym Blogu.
I mają wspólnego kuzyna. Solanum tuberosum - czyli ziemniaka.

Nasz swojska pyra zrodziła się daleko w Andach, najprawdopodobniej nad brzegami jeziora Titicaca. Skamieniałe bulwy znalezione podczas wykopalisk w kanionie Chillica datuje się na około 5 tysięcy lat przed naszą erą! Wiadomo też, że musiały być ważne dla lokalnych kultur - archeolodzy znaleźli na przykład urny w kształcie ziemniaków, które umieszczano w miejscach pochówku. Ludzie z plemienia Aymara (później podbici przez Inków) odmierzali czas z pomocą ziemniaków - jednostka trwała tyle, ile potrzeba było na ugotowanie jednej bulwy. Znalazłam nawet informację, że do dziś funkcjonuje w niektórych rejonach południowoamerykańskich gór miara podziału ziemi, podobna nieco do naszej morgi - topo, czyli obszar, z którego zebrać można roczny zapas ziemniaków dla jednej rodziny. Ziemniaki miały również dla Aymara znaczenie duchowe. Związane były z płodnością, regeneracją i dostatkiem. Przetrwały nawet chrystianizację - do dziś używane są w kulcie Maryi Dziewicy, zwłaszcza podczas Uroczystości Niepokalanego Poczęcia.

Mimo wielkich początków w Ameryce Południowej, w Europie ziemniaki nie miały łatwego życia. Całkiem możliwe, że to z powodu jego magicznych, używanych przez wiedźmy krewnych. Innym powodem może być to, że ziemniaki są w zasadzie trujące. Solanina - obecny w zielonych częściach rośliny związek chemiczny - roślinie służy jako fungicyd i pestycyd, u ludzi wywołuje silne zatrucia. Nie znalazłam natomiast informacji o tym, by powodowała ona halucynacje czy wizje.
Ilustracja pochodzi z Wikimedia Commons
 Za to, według XVI-wiecznych uczonych ziemniak miał zgoła inne właściwości. Clusius, Bauhin czy Paracelsus uważali, że surowe bulwy mogą wywoływać wzdęcia i wiatry, miały również nadmiernie rozbudzać seksualne pożądanie i... wywoływać trąd! Niegdysiejsze, bardziej nieregularne kształty bulw kojarzyły się ówczesnym badaczom z ludzkim ciałem, zaatakowanym przez chorobę.

Ziemniaki miały złą prasę nie tylko wśród uczonych, ale także ludzi pobożnych. W Szkocji na przykład uważano, że nie wolno jeść żadnych roślin, które nie zostały wymienione w Biblii. Miało to być grzechem porównywalnym z zerwaniem Zakazanego Owocu w Edenie. Podobnie uważał jeden z odłamów rosyjskich staroobrzędowców. W pewnym okresie w większej części Europy zalecano sadzenie ziemniaków jedynie w Wielki Piątek i to często jedynie po uprzednim poświęceniu bulw.
Wszystko to, związane było z przekonaniem, że bulwy, które rosną wśród korzeni, pod ziemią, muszą być dziełem Szatana!

Trudno powiedzieć, co sprawiło, że dziś ziemniaki są czwartym najpopularniejszym pokarmem na Ziemi, powszechne w Europie i na Świecie. Pewnie fakt, że są i sycące, i obfitują w zarówno w witaminy jak i minerały stopniowo przekonał świat do ziemniaczanych bulw.
A może na prawdę jest coś magicznego w jego potencjale płodności i miłości? W końcu Zakazany Owoc smakuje najlepiej.
W każdym razie jest w nich coś szatańskiego... odpowiednio przyrządzone są diabelnie pyszne!

Ilustracja pochodzi z witryny Polskiego Radia
PS. Żeby być na bieżąco i proponować tematy nowych wpisów - polub Blog Czarowniczy na Facebooku!




3 kwietnia 2015

Boskość czekolady

Wpis dedykuję Robercie i Michiru, którzy poprosili mnie o wpis na temat czekolady.
Długo się nad nim zastanawiałam. Niestety, nie udało mi się znaleźć żadnych czekoladowych zaklęć, trafiłam jednak na fascynujące historie... czekoladowych Bogów.

Kakaowiec pochodzi z Ameryki Środkowej, więc tam należy szukać mitów z nim związanych. Dowiedziałam się na przykład, że istnieją dowody pochodzące z wykopalisk, które świadczą o wielkim znaczeniu czekolady i kakao już dla Olmeków - pierwszych plemion, które w tej części świata prowadziły osiadły tryb życia około 2000 lat p.n.e. Używali oni czekoladowego napoju najprawdopodobniej do celów leczniczych i rytualnych, aczkolwiek niewiele wiemy na temat tego, jak ów napój był sporządzany.

Dużo ciekawsza jest nieco późniejsza historia czekolady - tu musimy się przenieść do czasów cywilizacji Majów. Dzięki zachowanym zapiskom wiemy, że ziarna kakaowca były dla nich święte i używano ich do przyrządzania napoju dla Bogów. Prażone ziarna mielono, mieszano z chili, mąką kukurydzianą i gorącą wodą, następnie przelewano z naczynia do naczynia tak długo, aż ciecz nie pokryła się gęstą pianą.
Nalewanie kakaowego napoju - ilustracja pochodzi z Wikimedia Commons
Ważną postacią w naszej historii jest też Ixcacau - dosłownie "Kakaowa Kobieta", Dawczyni Kakao. Ta Bogini w majańskim panteonie była patronką kakaowców i świętego ziarna, zapewniała ludziom jedzenie i bezpieczeństwo. Ważna jest też jej rola w micie stworzenia - miała pomóc Ixquic i nauczyć ją jak siać, uprawiać i zbierać nie tylko kakao, ale też kukurydzę, stanowiącą podstawę pożywienia Majów.
Ixcacau - ilustracja pochodzi z witryny Goddess Gift
Innym, związanym z czekoladą, Bóstwem jest Quetzalcoatl - jeden z najważniejszych Bogów Azteków. Według mitu to właśnie Pierzasty Wąż miał wykraść jeden z krzewów należących do Bogów, przekazać go ludziom, a następnie pokazać jak sporządzać z nich napój, który dotąd spożywano tylko w niebiosach. (Bardzo to przypomina historię Prometeusza, który przekazał ludziom ogień - czyż nie?)
Podobno to ten czyn właśnie miał na niego ściągnąć gniew i zazdrość innych Bogów, a nawet doprowadzić do jego wielkiego konfliktu z Tezcatlipocą, Dymiącym Lustrem, Bogiem ciemności i zemsty. Walka ta, w której ciągle niszczą i stwarzają świat, trwa do dziś.
W przeciwieństwie do Majów, Aztekowie pijali napój z kakaowca na zimno, głównie podawano go jako afrodyzjach, częstowano nim mężczyzn na ucztach, jednak był także częścią racji żywnościowej dla azteckich żołnierzy.
Quetzalcoatl - ilustracja pochodzi z Wikimedia Commons
Czekolada od lat uważana jest za afrodyzjak, dodaje nam sił i energii.
Na pewno więc może posłużyć do zaklęć związanych z miłością, seksem, zwiększeniem mocy i witalności.

Jednak samo jej picie i jedzenie może być magią, zwłaszcza, kiedy wybierzemy swoją ulubioną.
Ilustracja pochodzi z Wikimedia Commons
 PS. Wszystkim, którzy w najbliższym czasie będą obchodzić Wielkanoc, życzę miłego świętowania i czasu w rodzinnym gronie. Wszystkim bez wyjątku - życzę pięknej Pełni Księżyca.
No i zapraszam na stronę Czarowniczego Bloga na Facebooku!