I pomyśleć, że zaczęło się tak skromnie... Szczerze mówiąc (aż wstyd się przyznać), że na samym początku nawet ja nie wierzyłam w ten projekt. Bo naprawdę, nigdy bym nie pomyślała, że zaledwie po kilku miesiącach będziemy organizować rytuały przy ognisku, a na spotkaniach będzie pojawiać się nas tyle, że z trudem będziemy się mieścić przy knajpianym stoliku. Żartowaliśmy nawet ostatnio o wynajęciu klubu albo sali wykładowej, jeśli dalej będzie nas tak przybywać.
Prawdę mówiąc, kiedy zdecydowałam się zacząć organizację spotkań dla osób zainteresowanych Wicca w Warszawie byłam pełna entuzjazmu i zapału. Zniknęły one bardzo szybko, kiedy na pierwsze spotkanie... nie przyszedł nikt! Tylko zmarzłam czekając, aż ktoś się zjawi, na szczęście nie miałam daleko do domu i jakimś cudem obyło się bez przeziębienia. Chciałam sobie odpuścić i stwierdzić, że widocznie nie ma zainteresowania ani potrzeby takich spotkań. Na szczęście, dzięki wsparciu i namowom mojej kochanej Arcykapłanki, zdecydowałam się spróbować jeszcze raz.
Pierwsza WKDka odbyła się 14 maja zeszłego roku. Kto by pomyślał, że to było tak niedawno! Chociaż wydaje mi się, że większość z Was, stali bywalcy spotkań, nie będzie pamiętała tamtego wydarzenia. Na pierwszych spotkaniach pojawiały się jedna, góra dwie osoby... A potem nagle wszystko zmieniło się w lawinę! Sama się nie spodziewałam, że każdy comiesięczny odjazd WuKaDki będzie okazywał się sukcesem obfitującym w wiele humoru, interesujące dyskusje i możliwość stworzenia społeczności, która będzie mogła razem świętować sabaty.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że zbiór WKDkowiczów i WKDkowiczek nie jest i nigdy nie będzie zamknięty. Pojawiło się kilka osób, które na spotkania zawitały tylko raz, są osoby, które zjawiają się niemal za każdym razem i jest jeszcze, mam nadzieję, wiele osób, które do nas dołączą.
Wszystkim pięknie dziękuję, bo WKDki są tak odjazdowe tylko dzięki Wam.